dawid_mateusz_fotoRoman Honet: Tom twój dosyć lapidarny. Długo powstawał?

Dawid Mateusz: Tak naprawdę trudno odpowiedzieć na to banalne, zdawałoby się, pytanie. Szczególnie w przypadku debiutanckiej książki. Zdecydowana większość powstała w latach dwa tysiące dwanaście dwa tysiące szesnaście, ale, dla przykładu, sam wiersz Wykształcenie powstawał na przestrzeni lat ośmiu, Ligustr – siedmiu. Plan wydania debiutanckiej książki w wieku trzydziestu lat wymyśliłem, gdy miałem lat siedemnaście. Nie wiem, która odpowiedź jest prawidłowa. Być może wszystkie.
Jeżeli o lapidarność chodzi – nie myślałem w ten sposób o Stacji… w trakcie jej składania. Wciąż uważam wersję, która się ukazała za najlepszą, jaka powstała, a było ich wiele. Zawierały od dziewiętnastu do około czterdziestu wierszy. Z całą pewnością natomiast uważam, że kondensacja książki poetyckiej jest zdecydowanie lepsza niż jej przegadanie.

Próbuje się przymocować twoją lirykę do tak zwanej poezji zaangażowanej. Mnie ten termin niewiele mówi. Co mówi tobie, a co odpowiada?

A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają, pisał Ambroży Korczbok Rożek, pierwszy polski poeta zaangażowany. Po nim przyszli kolejni, chociażby Norwid, Mickiewicz, Słowacki, Jasieński, Miłosz, Herbert, Baczyński, Broniewski, Wojaczek, Barańczak – i tak dalej. Poezja polska zawsze była poezją zaangażowaną w sprawy społeczne i w kwestie polityczne. Bardzo trudno byłoby znaleźć poetę, który nigdy by rzeczywistości społeczno-politycznej nie komentował. Stąd nie niezbyt rozumiem całe zamieszanie z odkryciem poezji zaangażowanej. A może inaczej – ten krytyczny nacisk na pojęcie  zaangażowania  służy może bardziej jako kwestia uświadamiająca dla całej rzeszy czytelników poezji, którzy na tę kwestię i oczywistą prawdę o zaangażowaniu poezji polskiej uparcie zamykali oczy. Zostawiam tę sprawę krytyce, ja piszę o tym, co mnie w jakiś sposób dotyka. A uniesienie miłosne, śmierć bliskiej osoby, pochowanie zwierzęcia może być takim samym przeżyciem jak transmisja medialna z wojny na Ukrainie. Przynajmniej w moim przypadku tak to wygląda. Postrzegam rzeczywistość zdecydowanie wyraźniej jako siatkę wzajemnych połączeń i wpływów oraz splot oddziałujących na siebie wydarzeń niż jako odizolowane magiczną szybą pole autonomicznych wybuchów kolejnych supernowych, czy też jako przeprowadzane w laboratoryjnych warunkach Wielkiego Zderzacza Hadronów rozszczepienia atomów.

Przepiękny wiersz Kolęda nie jest zaangażowany, jest poruszający. To z doświadczenia? Słowo o jego powstaniu?

Wciąż mam problem z tym zaangażowaniem, stawianym często w opozycji do indywidualizmu, egzystencjalizmu czy jakkolwiek tłumaczonej doświadczeniowości. Ten dualizm osadza się na wątłych podstawach, potwornie upraszcza, nie przystaje do obecnej, coraz szybciej zmieniającej się i coraz bardziej złożonej rzeczywistości. Moim zdaniem powinniśmy się zastanowić nad pewnymi przewartościowaniami w tej kwestii.

A że poruszający? Dziękuję, bardzo miło słyszeć. A czy na pewno niezaangażowany, skoro w zdecydowany sposób odnosi się do kwestii religijnych? Nie wiem. Odpowiadając natomiast na drugą część twojego pytania i może sobie samemu na ten przydługi wywód myśli – tak, z doświadczenia, wszystko, co zostało opisane w wierszu, wydarzyło się naprawdę. Niczego nie zmyśliłem, niczego nie podkoloryzowałem. Dlatego sam ten wiersz jest doskonałym słowem o jego powstaniu. Opisałem całe zdarzenie. I na koniec podkreślę – to, że powstał on z doświadczenia w żaden sposób nie wyklucza kategorii zaangażowania w moim postrzeganiu poezji.

Oslo czarnych kurew – mocne. Co cię szczególnie irytuje? Zarówno na świecie, jak w liryce?

Ojej! Aż się boję odpowiadać. Z pewnością denerwuje mnie protekcjonalne traktowanie, wyniosłość, nierówności społeczne – to wszystko można ująć prościej: irytuje mnie, a przede wszystkim martwi nieustannie wzrastający poziom wzajemnej pogardy międzyludzkiej. Obserwuję ten  postęp  przez całe swoje świadome życie i coraz bardziej mnie on przeraża. Dochodzimy do ściany, a nie wiem, co jest za nią.

A w liryce? Od pewno czasu staram się nie czytać rzeczy irytujących, kiedyś czytałem absolutnie wszystko, dziś robię to zdecydowanie bardziej wybiórczo. Ale dość tego rozgadywania się – irytuje mnie przegadanie i nieustanne powielanie opracowanych przez siebie matryc lirycznych. Wkurza mnie też niemiłosiernie niedocenianie wybitnych poetów języka polskiego, niemieszczących się jednak w, nazwijmy to, obowiązującym kanonie czytelniczym. Mamy znakomitych poetów, jednak nieco trudniejszych w pierwszej lekturze – i to nie jest powód ku temu, żeby narzekać na hermetyczność poezji i spychać tych poetów na jeszcze większy margines. Powinien to być powód raczej ku refleksji i próbie zrozumienia, i właściwego umieszczenia ich  na mapie. Wielu z nas, niestety, podchodzi do tej kwestii w sposób nie wiem, dziwne jakieś, nie rozumiem – nie podoba mi się, po czym idziemy na łatwiznę. Bob Dylan nie dostał pokojowej Nagrody Nobla, dostał literacką – czyli wojenną, bo literatura to pole walki: o idee, z rzeczywistością, z samym sobą i o samego siebie również. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, więc dlaczego tak łatwo staramy się oszukać siebie i na tę łatwiznę idziemy?

Ogon jest dystynktywną / cechą psa – zapisałeś.  A co jest twoją?

Hm, bo ja wiem? Trzeciej nogi w spodniach nie chowam, typ też raczej kaukaski. Nie wiem. A jeżeli o lirykę idzie, to nie moim zadaniem jest ocenianie tego.

Wieża ciśnień przy stacji – to się widuje, chociaż coraz rzadziej. Ale co znaczy: stacja wieży ciśnień?

Oj, coraz rzadziej. Przeżyłem szok poznawczy podczas pewnej rozmowy z młodzieżą licealną – oni nie wiedzieli zupełnie, czym są, czy raczej były, wieże ciśnień. Zaznaczam, że to było bardzo dobre krakowskie liceum. Poczułem się wtedy bardzo staro ze swoją trzydziestką na karku. Dla mnie, w dzieciństwie, z budynkami wież ciśnień wiązała się jednak pewna magia, której do tej pory nie  potrafię sobie wytłumaczyć.

I znowu podpuszczasz mnie do  autointerpretacji. No przecież nie po to człowiek te metafory wymyśla, żeby potem jeszcze ich interpretację na tacy podawał! (śmiech)

Do czego potrzebujesz Julii Tymoszenko, Ukrainy, Putina nawet – często wracają w twoim tomie…

Z Putinem historia jest krótka – pojawia się on raz, i to nawet we frazie, której nie wymyśliłem. Cały wiersz Strelkov  jest złożony z fraz  na temat tytułowego bohatera, znalezionych w materiałach prasowych. Nie ma tam żadnego mojego zdania, więc tu mogę odpowiedzieć z całą stanowczością – wyciągnięte z artykułu internetowego zdanie o Putinie było mi potrzebne do zarysowania portretu medialnego Strelkova.

Natomiast od Julii Tymoszenko i decyzji o pozostawieniu jej w więzieniu zaczął się ukraiński Majdan i zaczęła się też Stacja…; pierwszy wiersz z książki powstał właśnie w reakcji na tę informację. Nie potrafię do końca tego wytłumaczyć. Nie potrafię powiedzieć do czego potrzebuję. To była moja intuicyjna reakcja na określoną sytuację, poczułem, że wydarzyło się coś ważnego, coś mnie uderzyło i powstał wiersz, ot, naiwnie.  W dalszej części książki Julia pojawia się jeszcze kilkukrotnie. Jest bohaterką spajającą fabułę tej książki w całość, jest właściwie jej protagonistką.

Jednakże pamiętajmy, że moja tekstowa Julia Tymoszenko to imię i nazwisko bohaterki, na którą składa się nie tylko prawdziwa postać byłej premier Ukrainy (ba, to może nawet w najmniejszym stopniu), nie tylko jej portret medialny, który do nas docierał w trakcie Majdanu (chociaż moja tekstowa Julia jest z pewnością jakimś odbiciem tego portretu). Ktoś już to zauważył: ta tekstowa Julia jest przecież też obiektem westchnień narratora Stacji… jest jego miłością nieskończoną, och, nieszczęśliwą, ojej, niemożliwą! I wcale nie szkodzi, że ten narrator nigdzie nie przedstawia się wprost Jestem Romeo.

 

Z Dawidem Mateuszem rozmawiał Roman Honet, 16.01.2017.

 

Kolęda

Kiedy zasypia, sypie śnieg; wszystkie drogi sypią solą.
Doceniam wysiłek służb porządkowych, dziękuję im,
wyciągam korkociąg,

bo dziewczyna wraca po to, by z własnych kosmyków
tkać sierść, skoro wypadną
jak kocie oko:

bo brat przyniósł z ulicy potrąconą kotkę,
miała połamane żebra, zmiażdżoną
szczękę, a jej gałka oczna
……………………………………..wypadła

i wylała się na pysk. Ścieraliśmy z niej tę krew,
jakbyśmy lizali młode. Uśpiliśmy ją
godzinę później.

A dziewczyna, która z własnych kosmyków tka sierść?
……………………………………………………………………..Zasypia

na tylnym siedzeniu busa – obojętna
wobec niesionych treści,

wszystkiego, co rodzi się i umiera ślepe.

 

Brugata

Twoje puszki fasoli pełne, reklamówka puszek i sprany kangurek,
Oslo czarnych kurew.

Twoje odciski na piętach, woda ze wszystkich kranów stolicy,
…………..Anders Breivik za murem,
Oslo czarnych kurew.

Twoje 300 koron za garaż, samochody tego Norka, jego sypialnia
…………..i gówniany abażurek,
Oslo czarnych kurew.

Twoja ściółka z liści paproci, bo wywożący Cię na wypizdów
…………..Arab albo Turek,
Oslo czarnych kurew.

Twoje „I’m from Czech Republic”, bo ten palant z Polski, kradnący
…………..kurtki z Zary na Majorstuen,
Oslo czarnych kurew.

Twój naród za sto dwadzieścia koron, jego duma, jego pokraczny
…………..język, jego cały wi-ze-ru-nek,
Oslo czarnych kurew.

Twoje szlugi od przemyta, cały ten Grønland szeleszczący
…………..jak stado wiewiórek,
Oslo czarnych kurew.

Twoje telefony do Polski i Twoje oczekiwanie na rachunek:

Oslo czarnych kurew,
Oslo czarnych kurew,
Oslo czarnych kurew.

 

(Z tomu Stacja wieży ciśnień, Biuro Literackie, Stronie Śląskie 2016). dawid_mateusz_okladka

Dawid Mateusz – ur. 1986 w Wadowicach, autor debiutanckiej Stacji wieży ciśnień (2016), za którą otrzymał Nagrodę Poetycką im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Jego wiersze znalazły się w antologii  Zebrało się śliny (Biuro Literackie 2016). Członek kolegium redakcyjnego Tłoczni Wydawniczej Ach Jo!  Pomysłodawca Nagrody Literackiej Browar. Mieszka w Krakowie.