Bronka Nowicka, fot. Prot Jarnuszkiewicz

Bronka Nowicka, fot. Prot Jarnuszkiewicz

Beata Klimowicz: Jest pani reżyserką teatralną i telewizyjną, scenarzystką, artystką wizualną, lecz okazuje się, że dziecko przemówiło przez panią lirycznie. Czy to było zaskakujące?

Bronka Nowicka: Ani trochę. Zawsze siadałam okrakiem na granicach dziedzin, przeskakiwałam z jednego pola sztuki na drugie albo stawałam w rozkroku pomiędzy odległymi rejonami i płodziłam coś w tej nietypowej pozycji – na przykład używałam promieni X jako narzędzia obrazowania graficznego. Historia dziecka i kamienia chciała ucieleśnić się w innej materii niż te, którymi posługiwałam się wcześniej. Nie życzyła sobie, żebym ją fotografowała, inscenizowała, prześwietlała czy filmowała. Chciała zobrazować się w języku. Doboru formy do treści nie dyktuje potwierdzona dyplomem lub zawodową praktyką przynależność twórcy do określonej dyscypliny. Wierzę w święte co, które poprzedza jak: gdy treść jest gotowa do wypowiedzenia, sama znajduje formę. Robi to niejako poza twórcą, którego używa jako narzędzia. Wybory dokonywane przez co  są niewymuszone, pozbawione spekulacji, naturalne, dlatego przyjmuję je jako coś naturalnego – bez zaskoczenia, nawet gdy muszę wykonać kolejny przeskok.

Jak przyjęła pani Nagrodę Literacką Nike?  Nie pytam o rzeczy oczywiste – musi to być radość na miarę największych życiowych radości – pytam raczej o to, jak to jest: dołączyć do panteonu takich postaci jak Miłosz, Barańczak, Różewicz?

Człowiek czuje się onieśmielony. Myśli: jak to, czy mogę wejść do tej świątyni z jedną jedyną cieniutką książeczką z gałgankiem na okładce? Ja – niepoetka. Niepisarka. Podstarzała debiutantka. Bez odpowiednich referencji od pyskatych krytyków. Bez magistra polonistyki. Nienamaszczona środowiskowo. Bez jednej wódki wypitej z jakimś zacnym literatem. Ja – nieuczepiona paradygmatów, niezorientowana w dykcjach. Mogę czy nie? Raczej nie. Stanąć przed Miłoszem, Barańczakiem i Różewiczem? Co im powiedzieć? Nie, nie, lepiej nie wchodzić i nie mówić. Ogarnia człowieka lęk, już człowiek chce chować głowę w piasek, już siada w tym celu na ziemi, gdy stają nad nim: Miłosz, Barańczak i Różewicz. Stoją, patrzą i nie wykazują objawów alergii ani zawału o stresowym podłożu. Różewicz pyta, czy w Radomsku stoi jeszcze Kinema, bo wie, że pochodzimy z tego samego miasta. Mógłby sobie sam sprawdzić, ale zagaduje, żeby dodać mi otuchy. Panowie stoją, patrzą, a ich miny mówią: Weź to, kobieto, na klatę, nie bądź ani przesadnie skromna, ani przesadnie dumna, zabierz się ostro do roboty i udowodnij, że zasłużyłaś na to, co dostałaś, a my teraz pójdziemy sobie na jednego. I idą… Żarty żartami, ale faktem jest, że zmarli są życzliwsi od żywych.

Ano właśnie. Jest pani dwudziestą laureatką Nike i jednocześnie pierwszą w historii debiutantką, której przyznano tę nagrodę. Jednak nie we wszystkich osobach ze świata literackiego werdykt jury wywołał entuzjazm. Mówiło się nawet o przejawach hejtu czy też typowej polskiej zawiści. Z drugiej strony można być może powiedzieć, że krytyka w takich sytuacjach działa jak trzeźwiące Hominem te memento, konieczne właśnie ze względu na niekwestionowany tryumf. Jak było w pani przypadku, jak to pani odebrała?

Przeżywałam to i starałam się zachować postawę pełną pokory. Ciągle mam w sobie pokorę, ale wzbiera we mnie gniew. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent złych opinii na temat książki pochodzi ze środowiska krytyków związanych z poezją. Oni biorą Nakarmić kamień  za poezję i mówią, że to nie jest dobry tom. Mówią twardo. Młodym, donośnym głosem, który nie znosi sprzeciwu. Dlaczego tom nie jest dobry? Jak to argumentują? Najczęściej wcale. Oni nie muszą argumentować. To nie jest już niezbywalnym warunkiem rzetelnej krytyki. A jeśli pojawiają się argumenty, są najczęściej takie: książka nie ma nic do powiedzenia o współczesnym świecie, nie jest zaangażowana. Uwstecznia czytelniczy gust, bo jest modernistyczna, bo słowa dziwią się sobie jak u Leśmiana czy Schulza (wiadomo, że to literackie truchła, w najlepszym razie figury woskowe). Nakarmić kamień – czytam – nie jest propozycją poetycką na miarę XXI wieku. Jaka powinna być propozycja poetycka na miarę XXI wieku? Młoda poezja odżegnuje się od wszystkiego, co modernistyczne, więc: antymodernistyczna. Zanurzona w rzeczywistości. Zaangażowana. Bez żenujących słów typu: dziecko, ciało, śmierć. Musi za wszelką cenę mówić o czymś, o czym nikt jeszcze nie mówił. W sposób, którego nikt nie eksploatował. Dobra poezja nie powinna wzruszać, a nawet specjalnie poruszać. To jest passé. Jeśli czytelnik mówi, że się wzrusza, gdy czyta, to poeta może tylko jedno – strzelić sobie w łeb. No i świetnie. Niech współczesna poezja będzie sobie taka, jaka chce być lub jaką chcą ją widzieć współcześni krytycy. Ale byłoby miło, gdyby nie opluwali czegoś tak rzęsiście tylko dlatego, że to nie jest modne. Przy okazji chcę wyjaśnić kilka spraw. Nike nie jest nagrodą w konkursie poetyckim. Nakarmić kamień  nie jest zbiorem wierszy. Nie biorę udziału w poetyckim biegu przełajowym, w którym metą jest nigdy niepodjęty temat, nowa dykcja i łatwy w montażu przedrostek neo. Nie startuję w żadnych zawodach. Mam swój świat. Reaguję alergicznie na zrzeszanie się. Nie angażuję się. Nie komentuję. Nie mam konta na FB. Fascynują mnie: czas, pamięć, śmierć, skrajne doświadczenia egzystencjalne. Nie wstydzę się tych tematów, podobnie jak emocji, chociaż nie znoszę ckliwości. Cieszę się, gdy czytelnicy mówią, że moja książka ich porusza. Chciałabym, by odklejono ode mnie etykietę poetka, którą mi przyklejono, bo książka ukazała się w Biurze Literackim, a recenzenci nie mogą znaleźć określenia na to, co piszę, raz mówiąc wiersze, raz proza poetycka, innym razem poematy prozą  czy miniopowiadania. A ja byłam, jestem i będę interdyscyplinarnym dziwadłem. I dobrze mi z tym.

Jak długo pisała pani tę książkę? Nie mogła pani się jej chyba całkowicie poświęcić, a uprawiając inne dziedziny sztuki, trzeba mieć na uwadze, że na ogół są one o siebie zazdrosne.

Ależ skąd! Dziedziny sztuki to nie ludzie, nie przejawiają zazdrości. Przeciwnie: lubią się wspierać, napędzać, inspirować. Obraz nie kłóci się ze słowami, bo wie, że widzenie jest pierwotnym rodzajem myślenia. Słowa wiedzą, że są obrazogenne. Nie ma powodów do zazdrości. Nad książką pracowałam kilka miesięcy. Miesiące te były porozrzucane na przestrzeni dwóch lat. Nie śpieszyłam się. Chciałam, by tekst mógł się odleżeć. Wtedy do niego wracałam.

A dlaczego zdecydowała się pani na napisanie tej książki – i oczywiście na publikację? Czy opis dawnego smutku pomaga się z nim po latach uporać? Bo przecież ta książka to dużo więcej niż, cytując jedną z krytyczek: nieustanny przymus metaforyzacji i forma przypowieści. Język – niezwykły, opisujący świat w sposób zaskakująco odmienny, a jednak dziwnie bliski – jest tu tylko środkiem, nie celem, prawda?

Swoistość wewnętrznego świata i sposób patrzenia na zewnętrzny – to jedyne, co mamy. Żadna z reszty rzeczy nie należy do nas. Nigdy nie myślałam o języku i innych tworzywach jak o celach tworzenia. To środki służące wyrażanemu. Kiedyś przeczytałam, że w prasłowiańskim języku istniały dwa słowa określające akt twórczy: tworzyć i twarzać. Stąd słowo twarz  pierwotnie znaczyło dzieło. Bardzo mi się to spodobało. Twarz jest ciągle tworzonym obrazem, na który wpływają nie tylko czas i los, ale myśli i emocje. Twarz o czymś mówi. Coś z nas mówi poprzez twarz. Są oczywiście tacy, dla których twarz jest celem. Ale wtedy, moim zdaniem, nie może być już mowy o twarzy – jest maska. Język w Nakarmić kamień  nie jest celem, ale kinetycznym, synestetycznym i zmysłowym środkiem do zobrazowania percepcji popędzanej emocjonalnym niedożywieniem. Nie podejmowałam decyzji o napisaniu książki – sama chciała się napisać. Podjęłam decyzję o publikacji, bo chciałam podzielić się tym, co napisałam. Książka nie jest moją autobiografią ani formą terapii.

Planuje pani już kolejną książkę – Regnum. Czy to również będzie proza poetycka?

Ponieważ słowo poetycki  zaczęło, ze zrozumiałych względów, działać na mnie lękotwórczo, powiem: będzie to zestaw modułów tekstowych stosownej długości.

Na koniec – czego można pani życzyć w nadchodzącym roku?

Grubszej skóry uszytej na miarę.

 

Z Bronką Nowicką rozmawiała Beata Klimowicz, 18.12.2016.

 

Parapet

Kobiety, zanim wcisną się w kolejkę, sadzają dzieci na parapetach. W mięsnym są duże okna, z których kapią muchy. Odpadają od szyb z przejedzenia i starości. Leżą i schną. Z much można dużo zrobić. Te z błyszczącymi skrzydłami układać jak korale. Tłustymi celować w chude, strącać na podłogę. Mam ich pełną garść. Kobiety ją dzióbią. Patrzeniem chcą mi wyjeść muchy z ręki. Kobiety są bardzo podobne do kur. Przebierają nogami, chociaż nigdzie nie idą. Wyciągają i opuszczają szyje, żeby wi-dzieć mięso rzucane na pień. Głowy w górę: rozbierają półtusze. Głowy w dół: pstrykają metalowe kulki przy portmonetkach. Kobiety wygrzebują drobne pazurami.

– Dalej, po-po-po-suwać się. Biorą: nogi, płuca, serce.

– Czyje? – pyta chłopiec, któremu znudziło się liczenie much. Rozciągają się siatki z nylonowej przędzy. Brzuchy i piersi popychają plecy.

– Po-po-po-suwać.

Pierwsze w kolejce widzą ceny – „po-po -po ile” podają do tyłu ślepej reszcie. Kwoka chce bez kolejki. Ma pod sukienką pokaźne jajo.

– Przepuśćcie ją, jeszcze nam tu zniesie.

Postanawiam, że nigdy nie będę kobietą. Jeżeli nawet wyrżną mi się piersi – z czasem wylecą, jak mleczne zęby.

 

Skóra

Pewnego dnia ojciec założył prawdziwą skórę uszytą na miarę. Była mniej różowa, ale grubsza od poprzedniej. Sprawił też sobie żółte zęby i pięty. Siadał na ziemi i mówił. Najpierw tylko przy zwierzętach. Początkowo były to małe zwierzęta, takie jak pająki czy ćmy. Po jakimś czasie nie wstydził się przemawiać przy ptakach i kundlach. Później przy dzieciach. Potem ojciec mówił do siebie przy wszystkich. Stawał przed lustrem i patrzył w nie, jakby było oknem. Nikt nie wie, co tam widział, ale chciał konsultować się w tej sprawie z Bogiem. Pukał w stół.

– Kto tam? – pytał.

– Pan Bóg – odpowiadał, jakby samo słowo mogło sprowadzić Boga do kuchni. Próbował też do niego dzwonić. Bóg nie odbierał.

Ojciec powiedział mi:

– Kiedy byłem chłopcem, widziałem szatana. Ma czarny kapelusz.

Powiedział jeszcze:  – Kochają tylko psy.

To wszystko, co powiedział mi ojciec. Resztę rzeczy zostawił dla siebie.

 

(Z tomu Nakarmić kamień, Biuro Literackie, Wrocław 2015).

 

Nakarmić kamień

 

Bronka Nowicka – absolwentka łódzkiej Filmówki i krakowskiej ASP, doktorantka tamtejszego Wydziału Malarstwa. Reżyserka teatralna, scenarzystka, artystka interdyscyplinarna. Pola eksploracji, inspiracji, twórczości: Relacje człowiek – rzecz, Obraz w ruchu, Język, Spotkanie. Laureatka Literackiej Nagrody Nike w 2016 roku  za literacki debiut, książkę Nakarmić kamień,  zbiór czterdziestu jeden krótkich poetyckich opowieści.