print - KopiaRoman Honet: W ostatnim czasie nie mogłeś udzielić nam wywiadu, ponieważ byłeś w drodze. Gdzie? Jak było? Jak podróżujesz?

Jacek Podsiadło: No więc ja właśnie bardzo przepraszam, jeśli wydałem ci się oschły przez telefon, ale nie mogłem nie tylko udzielić tak zwanego wywiadu, ale nawet porozmawiać, gdyż gryzły mnie komary, a bateria padała. Za pierwszym razem to było gdzieś w Polsce, a za drugim w Bośni. Było fajnie. Podróżuję pieszo, konno lub rowerem. Samotnie albo z synem.

Co lubisz w podróżach? Miejsca czy sam ruch?

Jasne, że ruch. Ale to ja się muszę ruszać, nie w znaczeniu przemieszczania się, tylko wykonywania ruchów kończynami, cielesnego zaangażowania się w podróż. Zauważ, że nie wymieniłem podróży samochodem, chociaż z jego pomocą przemieszczam się chyba najczęściej. Ale to nie są podróże, tylko jakieś nie wiem co, dojazdy po prostu, jakaś nieudana gra komputerowa w podróż. Wsiadasz, kurwa, przypinasz się, żebyś się nie mógł ruszyć, jedziesz i jedyne ruchy, jakie wykonujesz, to kręcenie kółkiem i przestawianie wajch. A te kółka i wajchy mają jeszcze swoje wspomagania, żebyś się nie zmęczył. Tak jakbyśmy już nie mieli wspomożenia w imieniu Pana. Równie dobrze mógłbyś zaliczyć taką podróż, zamawiając kuriera i wysyłając się w paczce, dokąd ci tam trzeba. Albo zwalić konia i opowiadać, jaką to odbyłeś konną eskapadę. Nie, lubię ruch, lubię czuć kilometry nogami albo dupą. Żałuję, że boję się wody, podróżowanie rzekami też musi być super, pokonywanie tych wszystkich wirów i porohów, wiosłowanie, Wojtek Koronkiewicz mnie kiedyś namawiał, ale nie przełamałem się. Dawniej odbywaliśmy co roku wspólne wyprawy z Andrzejem Kramarzem, znanym i lubianym fotografem, ale on się wyniósł na Hawaje, też się przesiadł do łodzi wiosłowej i bardzo sobie chwali. Animatorzy kultury z miejscowości nadmorskich i nadrzecznych, zróbcie wystawę fotografii Andrzeja Kramarza, na pewno chętnie przypłynie. A miejsca oczywiście bywają fajne, ale przydają się głównie jako pretekst. Jak późną wiosną wędrowałem po Polsce, to była to podróż szlakiem bohaterów Podróży za jeden uśmiech, bo mi się już pomysły na miejsca skończyły i trzeba się czepiać literatury.

Czy jest zespół albo wokalista, zawsze przez ciebie oczekiwani, których jednak nigdy nie dane było ci odtworzyć w „Studni” mimo chęci?

Tego pytania nie rozumiem. Że co, że chciałem kogoś zaprosić na żywo i nie udało się, albo że płyta się zacięła i nie mogłem odtworzyć, albo że nagrania nie do zdobycia?

Co sądzisz o Queen? Pytam, bo nigdy nie słyszałem tej grupy na twoich sieciowych falach…

A bo ja puszczam w swoim radiu to, co lubię, i raczej takie mniej znane rzeczy niż mainstream. A muzyka Queen nigdy mnie nie ruszała. Dodatkowo pan Fred Mercury mnie odstręczał wyglądem i manierami scenicznymi, nie znoszę takiego przeteatralizowanego image’u, to samo miałem z Madonną, Prince’m i wieloma innymi.

Zawsze jest nas – jakby nie wyłącznie twoje radio. Ludzie ci pomagają czy utrudniają?

Pomagają, i to jak! To się w ogóle od tego zaczęło, że ludzie, czyli Mutek i Stiopa, musieli mi powiedzieć, że radio w internecie jest możliwe do zrobienia, jak mnie siedemnasty raz wyrzucili z Radia Opole. A to nas  wynika z takiego aktu, bo ja wiem… Adopcji duchowej? Może się posłużę analogią i anegdotą. Otóż ja dawno, dawno temu dokonałem nieświadomie duchowej adopcji bydła rasy nizinnej polskiej. Pracowałem na Mazurach jako między innymi pastuch. I raz byłem świadkiem, jak właściciel tego bydła, a mój pracodawca i kumpel, opierdzielał córkę, która powiedziała: Te twoje krowy znowu wlazły w szkodę. Opierdzielał ją za to, że powiedziała twoje, stawiając jednocześnie za wzór mnie, bo ja mówiłem o tych krowach nasze, choć tak naprawdę to one były ich. I podobnie z radiem: ono jest wyłącznie moje, bo to ja mam wyłącznik. Ja je zorganizowałem, ja je utrzymuję, w mojej szafie stoi serwer, ale jak niedawno miałem go dość – bo ja regularnie mam załamki na tle radiowym, a raz na rok to prawdziwą depresję – no więc jak mnie to znowu naszło, żeby dać sobie spokój, to od razu pomyślałem, że jak ja to powiem Kubie Ziębce, który od lat tydzień w tydzień jak niewolnik na plantacji robi dla mnie audycje i nawet uścisku dłoni prezesa za to nie dostaje? A poza autorami audycji pomagają mi też ludzie, którzy na antenie się nie udzielają, ale chcą pomóc inaczej, często są to tak zwani zwykli słuchacze, na przykład Jacek Laskowski, który od samego początku pomaga mi nie zginąć w świecie elektronicznym, albo Paweł Łuczak, który, kiedy serwer padnie ze starości, potrafi natychmiast ufundować nóweczkę na jego miejsce.

„Studnia” to także literatura. Piękna tu jest parada, znakomicie i umiejętnie wpierają cię Sylwia i Maciej, dlaczego akurat na nich postawiłeś?

Sami na siebie postawili. To było tak, że przez całe swoje życie otrzymuję dużo propozycji typu proszę nam napisać tekst piosenki, proszę przyjechać na spotkanie autorskie, proszę wypełnić kwestionariusz, a my panu za to nie zapłacimy, bo nie mamy kasy, ale bardzo pana kochamy i życzymy zdrowia. I odkąd tego się zrobiło za dużo, radzę sobie tak, że też chcę mieć z tego jakąś przyjemność, więc proszę o zapłatę w naturze. OK, przyjadę na wieczorek poetycki, ale wierzchem, więc proszę mi zapewnić nocleg w jakiejś agroturystyce ze stajnią, sianem, obrokiem i wszystkim, czego koń potrzebuje do szczęścia. Napiszę piosenkę, ale jak będziecie ją nagrywać, nagrajcie mi też dżingiel do radia – tu przypominam zespołowi Dagadana o pewnych zaszłościach. Albo audycję nagrajcie i mi ją dajcie. I właśnie to ostatnie zaproponowałem kiedyś jednej pani, a ona odpowiedziała, że ona to nie, ale jej kuzynka to jak najbardziej. I ta kuzynka to była Sylwia, która z początku sama robiła audycyjki, a potem wciągnęła w to całą rodzinę. Z Sylwii i Maćka jestem szczególnie dumny, bo oni spokojnie mogliby robić audycje w prawdziwym, profesjonalnym radiu, nawet mieli jakieś propozycje, ale je odrzucili, bo bardzo mnie kochają i życzą mi zdrowia.

Jakie szczęście i wątpliwości daje ci radio?

Szczęście braku wątpliwości. Duża rzecz.

Radio to nie wyłącznie muzyka, musiałeś się podzielić, zasiąść przy konsoli. Dobrze jest?

Od dawna już  nie mam na to czasu, ale wciąż wielką radością jest potencjalna możliwość, że jak mnie rano najdzie ochota, to se zrobię kawę, kliknę połącz, otworzę mikrofon i jeszcze w pidżamce będę gadał do ludzi i puszczał im muzykę. Bo to jest radio domowe.

Nasze radio boryka się z problemem braku zasilania – zapisano na stronie. Awaryjnie. Niemniej z czym ty, jako radiowiec, na co dzień borykasz się najmocniej?

To wtedy, jak w Bośni byłem, właśnie takie jedno połącz ponownie wystarczyłoby kliknąć, ale nie było mnie w domu, bo byłem w Bośni. Kiedyś nadałem konkubinie uprawnienia do klikania w sytuacjach alarmowych, ale musiałem je cofnąć, bo to jest dość skomplikowane, jak się nie obcuje z tym na co dzień i jak miała kliknąć Play, a kliknęła Overlap play, to to się nie skończyło dobrze ani dla radia, ani dla konkubinatu. No, więc już z tego wynika, że borykam się z problemami technicznymi. Najgorszy jest jednak brak czasu i konieczność wyciągania co miesiąc kilku stów z kieszeni na opłacenie tych wszystkich praw autorskich, wykonawczych i innych. To znaczy, jedno z drugim się wiąże. Radio wymaga czasu i żeby ładnie hulało, powinienem się nim codziennie zajmować, ale ono nie przynosi żadnych dochodów, więc muszę się zajmować innymi rzeczami, a radiem dorywczo. Jest to trochę błędne koło, ale co tam, lepsze błędne koło niż kółko graniaste do kwadratu.

Na koniec pytanie do poety, boś mnie swojego czasu tomem straszył i zachęcał. Kiedy się ukaże?

W tym roku. U Mariusza Grzebalskiego. Dwadzieścia cztery wiersze napisane, z grubsza biorąc, w podróży. O przygodach, o życiu, o ludziach, a wszystko w poruszającej, poetyckiej aurze niespełnienia i niezgody na zastany świat. Redakcja Paweł Próchniak. W głównej roli Jac Po. O, to ja na koniec spytam, czy ta rozmowa będzie miała jakiś tytuł? Bo jeśli tak, to ja bym chciał, żeby ją nazwać Ostatni kowboj, zawsze zazdrościłem Kirkowi Douglasowi dołka w brodzie i właśnie tego tytułu.

http://studnia.org.pl/ studnia_napis

Jacek Podsiadło (ur. 1964) – poeta, prozaik, tłumacz, dziennikarz, felietonista; jeden z najpopularniejszych poetów formacji „bruLionu”. Laureat sześciu nagród literackich: Brulionu Poetyckiego (1992), nagrody im. Georga Trakla (1994), Nagrody Kościelskich (1998), Nagrody Miłosza (2000), Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” (2015) oraz Nagrody im. Wisławy Szymborskiej (2015). Jest twórcą i redaktorem internetowego Domowego Radia „Studnia”, które rozpoczęło swoją działalność w 2009 roku. Autor licznych książek, poetyckich i nie, ostatnio wydał tom Przez sen, Lublin, Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN (2014). Mieszka w Opolu.