Z poetą Maćkiem Frońskim spotykamy się w klimatycznej kawiarni Barometr na starym mieście w Bielsku-Białej w związku wydaniem przez K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów w Brzegu jego nowego tomiku „Efekt zimnej wody”.

Roman Honet: W rozmowie kuluarowej stwierdziłeś, że jesteś ze swojego nowego tomu zadowolony. Zapytam nieco inaczej i krótko: dlaczego?

Maciek Froński: W tomiku zawarłem wybór wierszy z przedziału lat 2008-2016. To aż osiem lat, a więc było z czego wybierać i selekcja objęła z grubsza najlepsze wiersze z tego okresu. Druga sprawa – ostatnią częścią książki jest cykl poetycki Niezaśpiewane piosenki, który, choć wyszedł mi skromniejszy, niż pierwotnie zamierzałem, jest chyba szczytowym osiągnięciem mojego ułomnego talentu. Chcę w nim powiedzieć coś ważnego, odnoszę się do trudnej historii czasów drugiej wojny światowej, ale staram się spojrzeć na temat od strony sprawców albo przynajmniej obojętnych świadków popełnianych wtedy niegodziwości, odtworzyć sposób, w jaki się przed samymi sobą usprawiedliwiali, by czytelnik mógł się z nimi utożsamić, by czytelnikiem wstrząsnąć przez pokazanie mu, że mógłby być jednym z nich. Każdemu się bowiem dzisiaj wydaje, że przeniesiony w tamte lata byłby powstańcem warszawskim albo sprawiedliwym wśród narodów świata, a to chyba jednak zbyt optymistyczne założenie, i ja właśnie ten dobry nastrój chciałbym zepsuć, bo jestem złośliwym kurduplem. W kilku miejscach chciałem też pokazać przemoc, jaka dokonuje się poprzez manipulacje, eufemizmy, przekłamywanie i naginanie faktów.

Zauważam w twoich wierszach ironię, dotyczy chyba wszystkich dziedzin, od polityki przez religię i  różne, by tak rzec, życia ludzkiego sposoby. Widzę, że ostatnio dotknęła także samej liryki: Przeklęta godzina! / Tkaczyszyn, chcesz – mnie bierz, lecz oszczędź mi syna! Albo ta fraza: Będzie wiedział coś o tym też Krzysiek… no, ten… Ciemnołoński – / Za to jedno bym chyba pozwolił się skrócić o łeb. Żałujesz, że nie dostałeś odpowiedzi, że nie ma w wierszach dialogu między poetami?

Tomik ledwo się ukazał, a więc odpowiedź cały czas może jeszcze nadejść, cierpliwości. Gdyby mnie sklął Krzysiek Ciemnołoński, znawca i miłośnik Gruzji, której stolicą jest wspomniane w wierszu Tbilisi, byłoby bardzo ciekawie, a gdyby mnie sklął sam Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, byłoby jeszcze lepiej. Krzyśka zresztą prywatnie znam i lubię, mimo tego, iż on utrzymuje, że przez Tbilisi przepływa rzeka Mtkwari, a ja, że Kura.

Nadzieje pokonanych są niezwykle trwałe – zapisałeś. Kim są pokonani?

W tym konkretnym wypadku – bo mówimy o wierszu Kanał  z cyklu Niezaśpiewane piosenki – pokonanymi są oczywiście powstańcy warszawscy. To ciekawe, że zamierzeniem całego cyklu było odheroizowanie drugiej wojny światowej i wyprowadzenie jej z Warszawy, pokazanie, że okupacja to nie tylko akcja pod Arsenałem, powstanie w getcie warszawskim i powstanie warszawskie, ale bardzo bolesne doświadczenie całego społeczeństwa na terenie całej Polski, a w praktyce i tak trzy z dziewięciu wierszy tworzących cykl dotyczą wydarzeń w stolicy.

Poniekąd pozostajesz z boku tak zwanego lirycznego mainstreamu. Chyba zresztą wiesz o tym, choćby kreśląc frazy w rodzaju: Nie dla mnie zatem są splendory, / Nie mnie nadymać pychy balon, / Nikt mnie, przynajmniej do tej pory, / Na żaden nie chciał prosić salon. Ale też mnóstwo tu autoironii! Jak czytasz lirykę współczesną, gdzie widzisz swoją?

Skłamałbym mówiąc, że gorączkowo trzymam rękę na pulsie współczesnej liryki, ale lubię bubabistów i poetów rosyjskiego samizdatu, lubię Edwarda Goreya, z drugiej strony duże wrażenie zrobiły na mnie swego czasu depresyjne wiersze Michela Houellebecqa. W morzu poezji polskiej pływam tam i sam w poszukiwaniu własnej ławicy, ale jak na razie bez rezultatu. Choć bardzo cenię choćby Zbigniewa Macheja, Jacka Dehnela, Michała Rusinka, Jakuba Winiarskiego, Michała Piotrowskiego czy Bronka z Obidzy Kozieńskiego, to wciąż jestem osobny.

Szekspir, George Herbert, Blake, Byron, Keats – to zaledwie część twojej pracy tłumacza. I nie są to przekłady wierszy zabawnych, groteskowych, przeciwnie, z reguły poważnych. Na swoim obszarze  lubisz zakpić, w przypadku odmiennych autorów widać rewerencję. Czy Maciek Froński, poeta i tłumacz, to dwie osoby? (śmiech).

Trochę tak właśnie jest, zresztą przekłady wierszy podpisuję z reguły moim pełnym imieniem – Maciej, ale i we własnych wierszach, i w przekładach staram się dbać o techniczną stronę wiersza. To dla mnie bardzo ważne. Wiersz powinien pracować jak silnik pod maską dobrego samochodu. Powiedzmy – jaguara.

Co cię najmocniej irytuje w życiu i pisaniu mimo twojego pełnego elegancji dystansu nawet wobec obiektów twoich żartów?

To, że w Polsce przywiązuje się taką wagę do kwestii formalnych i że wszystko musi mieć podkładkę, ludzie boją się wypowiadać własne zdanie bez powołania się na jakiś autorytet. Wartość wypowiedzi mierzy się tytułem naukowym autora i liczbą przypisów. Trudność w odbiorze dodaje powagi, łatwość kompromituje, a już najbardziej kompromituje wydanie książki własnym sumptem, choć w takiej Francji Marcelowi Proustowi jakoś korona od tego z głowy nie spadła. Jak kiedyś powiedział Iwo Zaniewski: Wszystko, co brzmi skomplikowanie i niezrozumiale, wydaje się ważne i prawdziwe. Sama niezrozumiałość wzbudza respekt, toteż instrukcje obsługi dzieł przestały już być potrzebne. Produkcja bełkotliwych utworów odnoszących się do dowolnie wybranych kontekstów jest niezwykle łatwa, stąd ta niepoliczalna ilość artystów i dzieł, które nas zalewają. No i widzisz, nawet ja się podpieram autorytetem…

A ulubiony poeta? Oczywiście twój…

Iwan Bunin, niezmiennie od siedemnastu lat. Mam to szczęście, że jestem też tłumaczem wierszy Iwana Aleksiejewicza, trzy lata temu trzydzieści sześć moich przekładów ukazało się w zbiorze Iwan Bunin. Wciąż smutno wierzę w swoje szczęście pod redakcją prof. Iwony Anny Ndiaye i prof. Grzegorza Ojcewicza. Jestem dumny, że będąc prawnikiem, wystartowałem w jednych zawodach z filologami i jakoś tam sobie poradziłem. To tak, jakbym zagrał pięć minut w Lidze Mistrzów i się nie skompromitował. Swoją drogą tak też należy traktować moją próbę pisania wierszy po rosyjsku.

Moim zdaniem twoja fraza należy do najsprawniejszych współcześnie. Ten wyszukany rym, ten znakomity rytm, właśnie ta perfekcyjna technika. Niemniej nie piszesz o swoich ranach, o przodkach… właściwie nie piszesz o sobie, chyba że stajesz przed krzywym zwierciadłem. Dlaczego?

Aż tak poraniony to chyba nie jestem… Ale prawdą jest też, że nie lubię grzebać się we własnych bebechach, nie mam do tego cierpliwości, dla mnie człowiek realizuje się w interakcji z innymi ludźmi. Nie interesują mnie też kwestie tożsamościowe – kim jestem, skąd pochodzę, takie tam… W bardzo ograniczonym stopniu czuję się członkiem tej czy innej zbiorowości. Nazywam się Froński, Maciek Froński, i odpowiadam sam za siebie.

A kiedyś napiszesz?

A nie wystarczy, że przeze mnie przemawiają Bunin czy Houellebecq? Wolałbyś, żebym pisał tak jak inni, tylko gorzej? Choć z drugiej strony podobno w Iranie nie publikuje się książek uznanych za zbyt depresyjne lub zbyt alegorycznych i niejednoznacznych. Może więc śpieszmy się patrzeć we własne wnętrze, póki jeszcze wolno?

Z Maćkiem Frońskim rozmawiał Roman Honet, 13.09.2016.

 

WILANELLA 1939

Bo to nie można stracha napędzić przedmiotom?
Po parkiecie, co dziadka znał Starszego Pana,
Stukają oficerki i roznoszą błoto.

Chowają się w kąt srebra, już nie błyszczy złoto,
W etażerce miśnieńska dzwoni porcelana –
Bo to nie można stracha napędzić przedmiotom?

I cóż, że się naniosło? Potem wszystko zmiotą.
Jesień lubi być dżdżysta, jest to sprawa znana.
Stukają oficerki i roznoszą błoto.

Jegomość na portrecie zda się pytać: co to?
Żeby tak sponiewierać pierwodruk Kordiana!
Bo to nie można stracha napędzić przedmiotom?

Naprawdę, to najmniejszy nie jest dla nas kłopot.
Naprawdę, to najmniejszy kłopot nie jest dla nas.
Stukają oficerki i roznoszą błoto.

Może się trzeba wreszcie zacząć bać? Bo oto
Parkiet… Że co? Że dziadka znał Starszego Pana?
Bo to nie można stracha napędzić przedmiotom?
Stukają oficerki i roznoszą błoto.

 

SPISEK MIERNOT

Już miałbym fanów rzeszę wierną,
Co by chłonęła moje dzieła,
Lecz się zawiązał spisek miernot
I sława ze mną się minęła.

Nie dla mnie zatem są splendory,
Nie mnie nadymać pychy balon,
Nikt mnie, przynajmniej do tej pory,
Na żaden nie chciał prosić salon.

Nie dla mnie kawka, podwieczorek,
Ten snobistyczny zestaw wszystek,
Szept zasuszonych profesorek,
Podziw wpływowych feministek.

 

WYKLĘCI KONTRA NIEZŁOMNI

Jest w mieście wolny skwerek, więc stanie na nim pomnik,
Lecz kto na cokół trafi? Wyklęci czy Niezłomni?
Kto bardziej się zasłużył i w ludzkiej kto pamięci
Poczesne zajmie miejsce? Niezłomni czy Wyklęci?
W momencie na dwie frakcje się całe miasto dzieli –
Tu czyta się „Nasz Dziennik”, tam ceni głos „Niedzieli”.
Rządzącym obojętny też nie jest sporny teren –
Tych wspierać ma Prezydent, a tamtych – sam Suweren.
Jak kto jest kim rozpoznać? Ktoś o wskazówkę prosi?
Ci łysi, choć i tamci nie jacyś długowłosi.

Z początku jest dość cicho, jak to wśród ludzi z miasta,
Lecz konflikt jak wrzód wzbiera, pęcznieje i narasta,
Aż pęka, gdy dwie strony zderzają się znienacka –
Ci prą od Świętej Trójcy lub od Świętego Jacka,
Czy to od Jacka tamci? Nie powiem, mówiąc szczerze…
Nic, to jest najważniejsze, że idą w ruch pacierze,
Że idą parasolki, na koniec pięści gołe,
Bo ci są za pomnikiem, a tamci za cokołem,
I nawet ludzie giną! Pytanie brzmi: Czy biegli
Orzekną, że zabici po prawdzie to polegli?

 

JAGUAR

Jest z jaguara kawał chuja,
Stuprocentowy mięsożerca.
Co mu tam jakaś marakuja?
Papaja? Nie ma do niej serca.

Zatopi taki kły w tapirze
Albo zadusi kapibarę,
Pekari z ran się nie wyliże,
Nie umknie nic przed jaguarem.

Jaguarowi awokado
Nawet się nie chce śnić w koszmarach…
Smak krwi mu tylko sprawia radość…
Jest kawał chuja z jaguara.

 

(Z tomu Efekt zimnej wody,  K.I.T. Stowarzyszenie Żywych Poetów, Brzeg 2016).fronski_okladka

 

Maciek Froński (1973) – poeta i tłumacz poezji, autor trzech tomików wierszy: Rozpoznania bojem (2006), Poezji spokoju moralnego  (2008) i Efektu zimnej wody  (2016, tomik wydany dzięki wsparciu finansowemu Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej). Członek redakcji „Pisma Folkowego”. Z zawodu prawnik. Żonaty, dzieciaty, obywatel miasta Bielska-Białej.