foto_swietlicki_1Presila Grzymek: W najnowszej pana książce mamy sporą dawkę ironii, drwiny i ciętych ripost. Skądinąd brak w tym wszystkim wrogości, a co więcej, wiersze te napisane są z sarkastycznym uśmiechem. Jednak zdawać by się mogło, że pomimo tego buńczucznego tonu bohater jest bardziej wyobcowany i wyciszony niż w poprzednich książkach, czy tak?

Marcin Świetlicki: O, zdecydowanie tak. Myślę, że zazwyczaj, gdy się wrzeszczy, jest się słabiej słyszanym. Dwie książki temu – w Niskich pobudkach – było sporo podniesionego głosu. W tym momencie uznałem, że takie pisanie byłoby nazbyt jaskrawe.

A może właśnie teraz przyszedł czas na zmianę poetyckiego dyskursu?

Może. Ja też się trochę wycofałem, teraz mam inne priorytety niż kiedyś. No trudno, nie mogę obiecać, że Marcin Świetlicki ciągle będzie pisał drapieżną i buntowniczą poezję.

Czy taka zmiana dyskursu i idące za nią wycofanie się utrzyma, czy może jednak w następnych zbiorach wierszy wróci pan do bardziej krzyczącego i zaangażowanego głosu?

Bohater następnej książki będzie jeszcze bardziej wycofany i zdystansowany. Być może w wielu wierszach w ogóle nie będzie istnieć jakikolwiek podmiot. W następnym tomie raczej stawiam na bezosobowość, dystans i wyciszenie.

Swego czasu spod pana pióra wyszło kilka utworów z podmiotem kobiecym…

Tak, ale wówczas to była gra z utworami Wojaczka. Choć teraz wiem, że już nigdy takich wierszy nie napiszę, bo nigdy nie będą one doskonałe. Całe swoje życie spędziłem z kobietami i wiem, że nie potrafię myśleć jak kobieta. Wtedy to były tylko młodzieńcze zabawy. Chociaż ostatnio miałem bardzo ciekawe przeżycie, które wiąże się z utworami Wojaczka. Razem z pianistą z naszego zespołu przygotowaliśmy na Wrocławski Festiwal Brunona Schulza dziesięć piosenek według wierszy Wojaczka. Nagrałem wersję demo piosenek, które potem zaśpiewała Julia Kamińska, były tam również utwory kobiece o bardzo kontrowersyjnej tematyce, jak na przykład połykanie męskiego nasienia. Wykonywanie takich piosenek przyszło mi bez większego wysiłku, za to mój syn był tym faktem wielce zbulwersowany, kazał mi to wyrzucić (śmiech). Jednak ja je na pewno zachowam. Skądinąd pamiętam, że jako młody czytelnik wierszy Wojaczka byłem nimi bardzo przejęty, natomiast teraz, kiedy je czytam, widzę jakim modom ulegał, kiedy bełkotał i brakowało mu precyzji… Co jednak nie zmienia faktu, że cenię jego talent. W moim przypadku pisanie utworów kobiecych było raczej próbą naśladowania wynikającą z literackiej fascynacji, ja jednak zbyt wielu rozważań o płciowości nie mam.

W wierszu otwierającym tom czytamy: Bo nie stąd jestem. I gdziekolwiek byłem, byłem nie stąd. Jeśli po tylu latach nadal nie stąd, to skąd?

W Delcie Dietla  nie ma na to odpowiedzi i ja też jej nie posiadam. I przyznam szczerze, że nie wiem, skąd jestem. Już nie jestem z miejsca, w którym się urodziłem, nie jestem też stąd, gdzie teraz jestem. I choć stawiam pytania, to zazwyczaj nie znajduję na nie żadnej odpowiedzi. Zwyczajnie nie wiem.

Odnoszę wrażenie, że w Delcie Dietla  jest dużo pesymizmu, a może również braku nadziei, gdyż wszystkie wyjścia zawiodły, a za wejściem stoi nicość – jak pisze pan w jednym z wierszy. Co więc w takiej sytuacji ma począć bohater, który ani nie możne się cofnąć, ani iść dalej – co mu pozostaje?

To prawda, jest tu bardzo dużo pesymizmu. Bohater też jest chyba inaczej skonstruowany, zjawia się gdzieś pomiędzy, balansuje na krawędzi, choć przez cały czas się na niej utrzymuje (zamyślenie). Czasami może za mocno się wychyli, ale jego pozycja i równowaga są wciąż stabilne.

Może zatem egzystuje on w jakiejś przestrzeni zawieszenia?

Tak, ale pomimo to pozostaje nadal w ciągłym ruchu, wisi i równocześnie gwałtownie rusza nóżkami.

W Delcie Dietla  kilkakrotnie pojawia się metafora prześwitu jako przestrzeni, w której obecnie znajduje się podmiot. Czym właściwie jest ten prześwit?

Motyw prześwitu jest już widoczny na okładce, jako że kamienicy, w której obecnie mieszkam, nie ma na tej fotografii. Niedawno dowiedziałem się, że na tym rogu, w tym domu (wskazanie na zdjęcie) w latach trzydziestych znajdowała się słynna kawiarnia artystyczna, nazywała się Szmatka, bywali tam żydowscy intelektualiści. Obecnie jest tam sklep militarny. Dobra zmiana? Budynek, w którym teraz mieszkam, nie istniał w chwili robienia tego zdjęcia, w jego miejscu jest tutaj wielki prześwit i powietrze. Zresztą sama pani widzi.

Rzeczywiście w kontekście tego, co pan powiedział, okładka tomu wydaje się jeszcze bardziej interesująca. Dlaczego zatem zdecydował się pan na zdjęcie ulicy Dietla, pochodzące z końca dziewiętnastego wieku, na którym jest sporo sylwetek, śladów i cieni, a także budynków, których przecież już nie ma. Po których teraz pozostało zaledwie powietrze, wielki prześwit i dowód na zdjęciu, jak sam pan powiedział…

Nie do końca tak jest, wszystkie budynki z fotografii obecnie znajdują się przy Dietla, nie ma tylko mojego domu. Myślę, że poza tym od tamtego czasu niewiele się zmieniło.

A co według pana zmieniło się najbardziej?

Ludzie.

(pauza)

Myślę, że aktualne zdjęcie nie znaczyłoby zupełnie nic, a proszę się przyjrzeć tej fotografii, bruk wygląda na niej tak, jak gdyby płynęła tędy rzeka, wszystko się tak jakoś odbija i świeci. Kiedyś płynęła tędy Wisła, do tej pory zresztą w niektórych domach nie ma piwnic, bo jest za mokro. Co więcej, proszę zwrócić uwagę na postacie na okładce, najciekawsza jest chyba ich nierozpoznawalność. Nie możemy dostrzec wyraźnie żadnej twarzy, nie wiadomo, kim byli ci ludzie. Ta tajemniczość podoba mi się tu najbardziej.

Mam wrażenie, że prześwit na zdjęciu, w którym obecnie znajduje się pana kamienica, jest miejscem nieco wydartym z czasu i jego linearności.

To prawda. Ja gdzieś tu jestem, ale nie wiadomo gdzie. Tu nie ma czasu. Tu nie ma przeszłości ani teraźniejszości. To obrazek ze snu.

Kobiety – zawsze było ich pełno w pana twórczości. W Delcie Dietla również poświęca im pan sporo miejsca, jednak już nie kilku, a jednej, a może nawet i jedynej? Czy tej, która zostawiła trwałe, choć czasami jakże prozaiczne ślady? To już nie jest historia o człowieku, który budzi się codziennie w innym łóżku – jak można przeczytać w utworze otwierającym Niskie pobudki.

Jestem w stałym związku, więc doświadczenie to na pewno miało spory wpływ na kształt co poniektórych wierszy. Choć w jednym utworze udało mi się zakamuflować inną kobietę (śmiech). Niemniej zarówno ta książka, jak i tom Jeden, związane są z tą jedną, ale bywały i takie zbiory, w których pisałem o kilku kobietach jednocześnie. Teraz już wiem, że tamte czasy minęły, kryzys wieku średniego również, uspokoiłem się, a wraz ze mną całe moje życie. Myślę, że każdemu trafi się taki etap.

Czy są jakieś książki, do których lubi pan wracać?

Owszem, najczęściej sięgam po książki Charlesa Dickensa. Uwielbiam również powieść Pod wulkanem Lowry’ego i kryminały Raymonda Chandlera. Czytałem to wszystko wielokrotnie. Jestem czytelnikiem prozy, którą zdecydowanie bardziej wolę od krótkich form, co w dużej mierze przenosi się na moją twórczość poetycką. Chciałbym napisać wieloksiążkowy cykl o jednym bohaterze i właściwie robię to w wierszach, bo do pisania powieści nie mam takiego samozaparcia i temperamentu. Każda z moich książek poetyckich jest pomyślana tak, żeby opowiedzieć jakąś historię, a nawet dalszy ciąg poprzedniej opowieści. Szczerze powiedziawszy, już chyba nie odróżniam prozy od poezji. W dodatku zdradzę pani, że w mojej następnej książce wiersze będą miały nieco inną konstrukcję, przypominającą może bardziej prozę poetycką niż poezję. Pomyślałem sobie, że czas zrzucić to skrępowanie formami zwrotek czy refrenów, to mi wiele ułatwi. Dzięki temu mogę dosłownie przytoczyć jakąś rozmowę, którą zasłyszałem na ulicy, i nie męczyć się nadmiernie z jej poetyckim formułowaniem.

Spisać to, co zasłyszane na ulicy, w pociągu, autobusie – to trochę przypomina twórczą strategię Mirona Białoszewskiego.

W pewnym sensie tak, ale nikt spośród osób, które to przeczytają, nie pomyśli, że trąca to Białoszewskim. Gwarantuję pani.

Kiedy będzie można spodziewać się nowego zbioru?

Jesienią tego roku. Tom zapewne nazwę Dwa słowa. Jak na razie takiego tytułu się trzymam. Alternatywą jest Drobna zmiana. Zobaczymy.

Czy zbiór również ukaże się w wydawnictwie EMG?

Nie, tym razem u Państwa Krynickich. Już jestem umówiony.

Dziękuję za rozmowę.

Z Marcinem Świetlickim rozmawiała Presila Grzymek, 4 kwietnia 2016.

 

Dwóch

A papierosa co godzinę. Wódki wcale.
I już nie robić przeciw sobie, już się lubić.
Tak sobie obiecałem.

Nie przypominam sobie siebie, czasem przebłysk
w prześwicie powoduje, że się palę,
że zalewam się, sam siebie sobie obiecałem

i odbiegam na krawędź,
i wykrwawiam się.

 

Matnia

Długi i pusty weekend zaczął się w poniedziałek
w zeszłym tygodniu i trwa do dziś. Gdzieś
jest koniec tej nitki, gdzieś jest jej początek.
Labirynt z góry wyglądał na prosty.

 

Styczeń 2015

Gra: nie dać się skasować, chodzić
po kole, po obwodzie, drążyć
i drażnić. Lubię to mieszkanie.
Ustawiłem tu siebie, czasem siebie kładę.
Czasem się budzę w nocy i wtedy przebywam
poza harmonogramem.

Czy była tu kobieta? Zostawiła ślady.
Nocą są mniej widoczne, ale mam świadomość
jej butów w przedpokoju, wypełniła szafę
swoim zapachem. Dziś jest poniedziałek,
Była tu wczoraj. Nie, nie zapomniałem.
Ale pytam ponownie: była tu kobieta?

Pytam, bo bardzo lubię sobie to
potwierdzać. Była, tak.

 

Popsute czasy

Na starej fotografii, czy jak to się wtedy
nazywało, tych kamienic nie ma.
Tam nie ma tych kamienic, jest tylko powietrze,
wielki prześwit.

O, na tej wysokości wielkiego prześwitu
teraz najprawdopodobniej są moje dwa okna.
Ja tam wciąż stoję wewnątrz pustki.
Wszystko się cofa.

 

(Z tomu Delta Dietla, EMG, Kraków 2015).

okladka-swietlicki

Marcin Świetlicki – urodzony w 1961 roku. Poeta i prozaik. Wokalista i tekściarz zespołu Świetliki. Autor jedenastu książek poetyckich, trzech powieści i dwóch opowiadań. W prozie pod własnym nazwiskiem zadebiutował w 2006, wydając książkę Dwanaście, która dała początek trylogii – następnie ukazały się Trzynaście w 2007 i Jedenaście w 2008. Laureat wielu nagród literackich, między innymi nagrody im. Georga Trakla, nagrody Kościelskich, nagrody im. ks. Jana Twardowskiego, Nagrody Literackiej Gdynia. Czterokrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike. Za tom Delta Dietla nominowany do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej. Mieszka w Krakowie.

Presila Grzymek – studentka na Wydziale Polonistyki UJ. Mieszka w Krakowie.