RJ-photoLiteracka Polska: Co zrobiło na panu większe wrażenie: wygrana w konkursie Bierezina czy nagroda Silesiusa?

Radosław Jurczak: To dość niepokojące pytanie, ponieważ oczywiście nie istnieje na nie odpowiedź. Otrzymanie Bierezina i otrzymanie Silesiusa to wbrew pozorom bardzo różne sytuacje, w zasadzie mało porównywalne. Na Bierezina do Łodzi jechałem jako dość losowy człowiek znikąd (prawie wszystkie publikacje w pismach literackich były później, wtedy miałem trzy wiersze w „Wakacie”); Silesius to jednak nagroda za opublikowaną debiutancką książkę, ta książka miała recenzje, ku mojemu zaskoczeniu, a także czytelników, więc we Wrocławiu struktura sytuacji była już inna. Tak czy inaczej, obie nagrody są dla mnie ważne.

A kogo spośród laureatów tych konkursów ceni pan najbardziej?

Sądzę, że z lektury Pamięci zewnętrznej  dość wyraźnie to widać. Było ogromnym zaszczytem i ciekawym zbiegiem okoliczności odbierać Silesiusa za debiut w tym samym roku, w którym odbierał go za całokształt najlepszy (obok Konrada Góry) żyjący poeta języka polskiego, Andrzej Sosnowski. Zresztą bez obrotów frazy  języka Sosnowskiego, bez jego nie ma wiersza pamięci siostry ani domu, nie byłoby języka Pamięci… . Z bierezinowców zawsze bardzo ceniłem Kopyta, tę jego świetną frazę, wynalezienie na nowo polskiego wiersza politycznego.

Jeśli z kolei chodzi o czytelnika: dla kogo spośród stałej Enzensbergera, czyli 1354 odbiorców poezji, pisze pan swoje wiersze?

Ostatecznie przynależność do tej 1354-osobowej grupy jest sprawą przypadku, okoliczności, statystycznej ironii. Zresztą określenie Enzensbergera jest w niematematycznym sensie mylące, ponieważ o ile ostatecznie pula czytających pewnie zbiega do jego stałej, to konkretne elementy tego 1354-elementowego zbioru są różne w różnych przypadkach. Zawsze się zastanawiałem, czy przecięcie zbioru 1354 czytelników/czytelniczek Pamięci… ze zbiorem 1354 czytelników/czytelniczek na przykład Wojciecha Wencla jest niepuste. Niezależnie od tego pisanie wierszy z myślą o konkretnym czytelniku/czytelniczce budzi we mnie nieufność, cokolwiek Goethe i Kopyt sądziliby, każdy na swój sposób, o poezji okolicznościowej. Pewnie myślenie o komunikacji bez komunikujących byłoby tu jakimś ideałem. Albo myślenie o liczbach, na przykład o liczbie 1354.

Na początku tomu pojawia się zapis: Nie byliśmy jeszcze na pewno pokoleniem. A teraz już jesteście? Kto zalicza się do owego pokolenia ?

Nadal jesteśmy. Nadal nie jesteśmy. Pokolenie w sensie historyczno-literackim to właściwie coś takiego, czym się zostaje wstecznie i zazwyczaj wtedy, kiedy nie ma to już wielkiego znaczenia. Z drugiej strony – w szeroko pojętych rocznikach dziewięćdziesiątych dokonuje się pewna zmiana sposobu pisania i myślenia o wierszu; ona ma chyba częściowo podłoże pozaliterackie, stąd moje przywiązanie do terminu pokolenie  (będącego oczywiście nadużyciem, ale dokonywanym z premedytacją). Jest sporo bardzo ciekawych poetek i poetów przed debiutem z roczników 90.; choćby Justyna Kulikowska, Janek Rojewski, Przemek Suchanecki, Michał Małysa, Agnieszka Tarnowska, celowo rzucam nazwiskami. Intuicja jest taka, że jakkolwiek podobieństwa między na przykład mną a Małysą czy Jankiem a Agnieszką są znacznie bardziej subtelne niż różnice, to są też znacznie od różnic istotniejsze, graliśmy w tę samą grę, grała w nas ta sama gra.

Pana poezja jest też zaangażowana społecznie, politycznie, błyszczą w niej osiągnięcia najnowszej technologii. Czy to nie powoduje jednak, że literatura, służąc innym ważnym celom, może przestać być literaturą, w tym przypadku poezją, a stać się na przykład zbiorem manifestów i felietonów? 

Nie sądzę, żeby wierszowi groziło, że przestanie być wierszem, kiedy robi to, co zawsze do wiersza należało. Z samą kategorią zaangażowania jest zresztą problem, ponieważ w pewnym sensie trudno byłoby wskazać tę mityczną poezję niezaangażowaną. Czy Miłosz piszący Czy ułaskawimy kondora?/ Nie ułaskawimy kondora  jest bardziej, czy mniej zaangażowany niż Kopyt piszący rozumieją mnie kamienie puszki i sarny co zwiały przed kulami ? Dla mnie kategoria wiersza zaangażowanego jest użyteczna tylko o tyle, o ile oznacza wiersz wywodzący się ostatecznie z fundamentalnej niezgody. A w takim przypadku może się okazać, że wierzę w obowiązki wiersza, chociaż zapewne nie do końca w te, w które wierzą osoby chętnie i na poważnie używające frazy obowiązki wiersza.

Co do drugiej części pytania – jasne, zawsze istnieje zagrożenie zapadnięcia się w publicystykę, ale symetrycznym zagrożeniem jest przecież zapadnięcie się w prywatny pamiętniczek. A pomiędzy wczesnym Woroszylskim a Sylvią Plath jest nieskończenie wiele ciekawszych stadiów pośrednich.

Co według pana stanowi środek ciężkości Pamięci zewnętrznej ? Niezgoda na zastany porządek społeczny czy dostrzeganie niedoskonałości technologii? Czy może jeszcze coś innego?

Najprawdopodobniej coś innego, mianowicie tak zwany świat zewnętrzny, rzeczywistość przedmiotowa i możliwość dostępu do niej. Jest jednak całkowicie jasne, że najbardziej nieadekwatnym interpretatorem tekstów okazuje się zazwyczaj autor.

W #introduction_to_cognitive_science  czytamy: (…)  i co zrobimy z faktem że każde zwierzę człowiek / też rodzi się bez języka też rodzi się bez wiersza). Czy więc tylko wiersz jest językiem, a poeta widzi siebie, jako twórcę wiersza, na postumencie, wywyższony ponad tych, którzy nie mają umiejętności pisania liryki?

Nie sądzę; z pewnością nie bardziej, niż dobry kucharz, lutnik czy programista jest wywyższony nad tych, którzy nie mają umiejętności wytwarzania dobrych posiłków, skrzypiec czy algorytmów. Zresztą fakt, że mamy jako kultura skłonność do postrzegania trzech wymienionych przypadków jako odmiennych od przypadku poety, świadczy o czymś głęboko niepokojącym.

Jeszcze odnośnie do przychodzenia na świat bez języka. Człowiek w ciągu życia przyswaja umiejętność posługiwania się językiem, w ogóle staje się człowiekiem, ponieważ internalizuje – oczywiście w różnym stopniu – pewien zbiór norm społecznych. Niemniej zajmuje mu to co najmniej kilkanaście lat, podczas gdy zwierzęciu czasem wystarczają zaledwie miesiące, bo jego językiem jest instynkt. Czy istnieje instynkt pisania? Czy może pisania należy się uczyć?

Jeżeli przyjmiemy za prawdę, że językiem zwierząt jest instynkt, to instynktem ludzi jest język; tu nie ma większej różnicy, zmienia się tylko rodzaj zwierzęcia.

Ale odnośnie do sedna pytania – tak; sądzę, że pisania nawet nie tyle należy się uczyć, ile nie da się go nie uczyć, jeżeli chce się pisać. Z kolei najlepszą znaną mi metodą uczenia się pisania wierszy jest czytanie wierszy: w dużych liczbach, najlepiej przy okazji zapamiętując przynajmniej fragmenty. Co do zasady (jaka to zasada?) nie wierzę w pisanie niezakorzenione we wcześniejszym czytaniu. Ezra Pound napisał kiedyś, że niedorzecznością byłoby wymaganie doniosłych odkryć od studentów pierwszego roku nauk ścisłych – oczekujemy raczej, że opanują rzetelnie warsztat, sztukę przeprowadzania doświadczeń; jest tylko pewnym nieporozumieniem, że nie myślimy w ten sam sposób o sztuce pisania.

Zatrzymajmy się przez chwilę nad frazą i pełne są dłonie błędów zapisu . Czy ten błąd zapisu  ma wydźwięk negatywny, czy może wiersz może zawierać, a może wręcz powinien opierać się na błędach zapisu ?

Zapewne zasadą konstrukcyjną wiersza w ogóle jest zwracanie uwagi na fakt, że zapis poprawny z konieczności wymaga istnienia zapisu błędnego jako swojego warunku sensowności. Z drugiej strony poprawność bardzo często stanowi błąd wiersza. Jest też prawdą, że obie te uwagi wypływają z poglądu na wiersze ukształtowanego w znacznej mierze przez lekturę Pułki.

Jakie są pana dalsze plany jeśli chodzi o poezję?

To learn the speech of the place. (…) To face the men of the time and to meet/The women of the time, czyli to, co powinno się robić w wierszu. Przynajmniej taką mam nadzieję.

 

Z Radosławem Jurczakiem rozmawiali Beata Klimowicz i Roman Honet, 10 lipca 2017.

 

 

#jakością_Biedronki (loop dla Jana Kalwina)

                           Biedronka Łomianki: parking (28–31 I 2016)

(0)
) Drzwi połyskliwe przesuwne:
świateł mnogość i dóbr
(jak temat do rozmowy któremu kończy się tlen)

(1)
Któremu kończy się tlen
(takoż i pieniądz) stoi
przed wejściem nie ma z czego odłożyć na powieki

(2)
(ma powieki przeszklone)
W niebiesiech szuka przekształceń
w niebiesiech wiele jest znaków konkretnie są kody kreskowe

(3)
(chciałby umieć je czytać:
znać język każdej monety)
A który rozmawia z pieniędzmi w powiekach ma beton zbrojony

(4)
W niebiesiech jest beton zbrojony
a poganina ni Żyda
nie ma przed Pańskim obliczem bo stoją przed wejściem przesuwnym

(5)
(tłumaczą kody kreskowe)
w kubeczek zbierają monety
na obłożenie powiek i hummus za pięć osiemdziesiąt:

(6)
jakoż i pięć osiemdziesiąt
dzieje się wedle miary
(niewidzialny debugger podmienia obserwatorów

 

 

Ta sama elegia napisana trzy razy

                            Był jednak przebiegły,
                            Patrzył, jakby od razu rzeczy zmieniała pamięć.
                            Czesław Miłosz, „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada”

(1)
Szklany był sierpień i ciepły był cyfrą obraną ze skóry
Przybierało powietrze Mówiłem: zobacz naprawdę

jesteśmy tym gdzie odmierza się miejsca języki i czasy
(o się nie pytaj to szkiełko metronom wielki jak kosmos

widzialny tylko przez chwilę i to dopiero jest faza)
I to dopiero jest fraza: metronom do pierwszej na świecie

syntetycznej elegii (i to dopiero jest faza)
Wracając: szklany był sierpień i leżeliśmy na dachu

patrzyliśmy w niebo liczyliśmy drony jak gwiazdy

(2)
Skąd Litwini wracali Z nocnej wracali najebki
(i bardzo wielki był żal nasz a Wilno smutnym jest miastem

i każdą składnię znaliśmy i smutne były inwersje)
Powoli robiło się wcześnie i przybierało powietrze

a Wilno było live streamem z nieistniejącej kultury
Poza tym: o czwartej nad ranem wszystkiego ale że nagle

poszukam WiFi i to Wilno zostanie remiksem wszystkiego
(na środku kurwa historii sieć powie cytatem z Keatsa

że tender is the night że Tender_is_the_night)

(3)
A także bałem się w tłumie ubrany w maskę człowieka
który w możliwym świecie wysadził w powietrze parlament

Długo myślałem o dronach (a przybierało powietrze
i krzyki): kiedyś każdemu jeden dyskretny metronom

drobne szkiełko na niebie które dokładnie wytyczy
kosmos widzialny już zawsze i tu domyka się f(r)aza

(byliśmy pierwszym na świecie live streamem z każdego atomu
najkrótszym remiksem wszystkiego Nie byliśmy jeszcze na pewno

pokoleniem graliśmy w grę grała w nas gra)

 

(Z tomu Pamięć zewnętrzna, Dom Literatury w Łodzi/Tłocznia Wydawnicza Ach Jo, Łódź 2016).

 

cover-projectRadosław Jurczak (ur. w 1995 r.) – poeta, laureat XXI OKP im. Jacka Bierezina. Debiutował tomem Pamięć zewnętrzna  (Dom Literatury w Łodzi/Tłocznia Wydawnicza Ach Jo 2016), za który otrzymał Wrocławską Nagrodę Poetycką Silesius. Studiuje filozofię, kognitywistykę i matematykę w ramach MISH UW. Mieszka w Łomiankach. Obecnie pracuje nad poematem Zakłady holenderskie.