Tomasz Jastrun

Archiwum domowe Tomasza Jastruna

Beata Klimowicz: Tytuł jak z Kafki, skojarzenia z łagrem, jednak to, o czym jest pana najnowsza powieść Kolonia karna, widać już po okładce. W walce zewrą się ON i ONA, używając morderczej broni i zniewolenia. Ale dlaczego?

Tomasz Jastrun: Są tam jeszcze cytaty z Księgi Hioba, wiele znaków, że będzie ciężko. Bo tylko człowiek potrafi drugiemu stworzyć piekło na ziemi, w inne nie wierzę. Celowo nagromadziłem wszelkie możliwe małżeńskie nieszczęścia, ale wcale nie tak mało ludzi ma podobnego pecha jak moi bohaterowie. Ale poruszam się na granicy groteski, pokazuję, jak los czasami robi nam z życia groteskę. Dlaczego? Gdyż rozpadły nam się reguły gry w związek. Powstaje coś nowego, nie wiadomo jeszcze co.

Książka jest jak życiem pisana. Proszę powiedzieć, że to tylko zwodnicze wrażenie, wywołane zręcznie zrealizowanym zamysłem pisarskim…

Ta książka to dwa osobne monologi kobiety i mężczyzny… Małżeństwo, są w średnim wieku, średnia klasa, gdzieś wszędzie i nigdzie w Polsce.

Każda powieść jest pisana życiem i wyobraźnią, różne tylko mogą być proporcje… Ale nawet pisząc niby wyłącznie życiem, autor wymyśla i zmienia. Wiec zawsze trudno powiedzieć, ile prawdy i własnych doświadczeń, a ile jest fikcji, to się miesza.

Czytamy więc dwugłos, książkę można zacząć od któregokolwiek z nich. Mężczyzna bardzo mnie przekonał, do tego stopnia, że zadałam panu poprzednie pytanie. Jak jednak powstała JEJ opowieść? Czy zbierał pan obserwacje, a potem konsultował z kimś ten sopran?

Z męską częścią nie miałem kłopotów, z żeńską spore. Monologi pisane są w pierwszej osobie. Łatwiej mężczyźnie pisać o kobiecie w trzeciej osobie. W pierwszej to, jakby mówiąc, zmieniać głos z męskiego na kobiecy, a to piekielnie trudne. Małe kawałki żywej tkanki brałem od kilku kobiet, żeby było to bardziej autentyczne. Swoją wyobraźnię i własne wczuwanie się w kobietę wspierałem scenkami, które słały mi znajome z generacji mojej bohaterki. Nie tak wiele tego było, ale czuję się, że to wzmocnienie. Ale tej żeńskiej części się boję, że ona jest mniej przekonująca. A chciałem, żeby obie były równie mocne i aby można było po równo lubić lub nie lubić moich bohaterów. Tę książkę można czytać od męskiej i od żeńskiej strony. Polecam zacząć od męskiej…

Książkę czyta się bardzo dobrze, lekko, mimo poważnego tematu. Pojawia się błyskotliwy poetycki język, chwilami humor – który choć czarny, a może właśnie dlatego – jest świetny. Ciekawi mnie, czy książka podobała się pana żonie, co na nią powiedziała?

Nic nie powiedziała, bo jej nie przeczytała.

Czy pisanie Kolonii… było wyzwalające czy traumatyczne?

Było radością i autoterapią.

Dużo wzmianek, całe fragmenty, odnoszą się do spraw fizjologicznych, podanych co prawda bez perwersji, ale też i bez znieczulenia. Proza życia jest mocniejsza od poezji – czytamy w Kolonii…, ale – aż tak?

Tej fizjologii się bałem. Ale chciałem napisać książkę prawdziwą, na miarę naszych ujawniających wszystko czasów… Niby tak wiele dzisiaj jest ujawnione, ale nie zawsze to, co ważne. Jestem za ujawnianiem dla prawdy, a nie z powodów komercyjnych.

Kochamy się, ale też wydalamy, słusznie, że na co dzień to ukrywamy, tak jest ładniej. Niemniej żyjąc tak blisko, mało co da się ukryć.

W tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym ósmym Sylwester Chęciński nakręcił film Roman i Magda z Andrzejem Sewerynem i Marzeną Trybałą, też dwugłos. Kończy się tragicznie. Wojna Państwa Rose z tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego roku – również nie najlepiej, to są zresztą trochę inne historie, mimo że też pokazują mordercze małżeńskie wojny. A w pana powieści – czy jest nadzieja?

Nie wiem, po prostu nie wiem po dramatycznej puencie, co będzie dalej, może być lepiej, w co wątpię, a może być katastrofa. Trochę mnie kusi, by dopisać drugi tom.

To byłoby naprawdę ciekawe, może jednak osiągnęli porozumienie. Pan wątpi, wiem, ale jednak tak się czasem dzieje. Pewnie pana zaskoczę, ale myślę, że w NIM jest dużo miłości, ale obkurczonej zwykłym lękiem przed NIĄ. A w NIEJ jest samo zmęczenie. A przecież kiedyś: Przy jej błogiej urodzie wszystko, co milczała, było ładne. Może by tak cofnąć taśmę?

Życiowej taśmy nie da się cofnąć, można tylko ją czasami odsłuchiwać, jeśli coś się zapisze. A dzięki pamięci przeszłość zawsze staje się łagodniejsza, bo już wszystko wyjaśnione, dlatego zawsze wydaje nam się ona lepsza, niż była. Miłości w niej dla niego nie ma, ale ma inne miłości. Gorzej, że kruszy się też przywiązanie. Może trzeba było dać jej więcej uczuć, nie wiem? A starałem się traktować ich oboje równo i sprawiedliwe, ale przecież w życiu nie ma równości i sprawiedliwości, może być tylko wysiłek, aby tak było. Ta książka ma być świadectwem naszych czasów, gdy rozsypały nam się reguły gry w związek i pokazaniem co nam grozi, jeśli nie poznamy się dostatecznie dobrze wystarczająco wcześnie.

Jednak nie tylko ludzie ryzykują życie dla miłości. I czy jednak nie o niej – nawet w sensie pojawiającego się stopniowo jej braku – jest Kolonia…? Wierzę w drugą część pana książki, gdzie ktoś wreszcie tej miłości pomoże.

To raczej ostrzeżenie co stanie się z naszą miłością, kiedy nie będziemy o nią dbać. Najpiękniejsza jabłoń, zaniedbana, zdziczeje.

.

Z Tomaszem Jastrunem rozmawiała Beata Klimowicz, 14 maja 2015.

 .

 .

Tomasz Jastrun – poeta, prozaik, eseista, reporter i krytyk literacki. Absolwent Wydziału Filologii Polskiej UW. W okresie PRL związany z opozycją demokratyczną, internowany. Stały felietonista paryskiej „Kultury”, autor felietonów publikowanych w „Rzeczpospolitej”, „Newsweeku” i „Wprost”. W latach 1990-1994 dyrektor Instytutu Polskiego w Sztokholmie oraz attaché kulturalny w Szwecji. Laureat Nagrody Fundacji Roberta Gravesa, Nagrody Fundacji Kościelskich, nagrody Kulturalnej NSZZ „Solidarność” za twórczość z okresu stanu wojennego, nagrody Dziennikarzy Niezależnych im. A. Słonimskiego oraz nagrody literackiej paryskiej „Kultury”. Kawaler Orderu Odrodzenia Polski (2008). Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.  Obecnie stały felietonista tygodnika „Przegląd” i miesięcznika „Zwierciadło”.

 .

Tekst ukazał się na blogu Beaty Klimowicz. Redakcja Literackiej Polski dziękuje Tomaszowi Jastrunowi za zgodę na ponowną publikację.