Fot. Tihomir Pinter

Fot. Tihomir Pinter

Beata Klimowicz: Nie pisz poezji hermetycznej. Nie szukaj wyjść awaryjnych, nie hańb się ucieczką od rzeczywistości – to cytat z pana wiersza. Czy to jest pana manifest poetycki?

Uroš Zupan: Może jest, ale nigdy nie myślałem o tym jako o poetyckim manifeście. Po prostu zapisałem to w wierszu, w owym długim poemacie Jesienne Liście. Kiedyś, gdy zaczynałem pisać, moja poezja była dość hermetyczna. Ale z tego hermetycznego stosu papierów nigdy nic nie zostało opublikowane. Wciąż jest jeszcze gdzieś w piwnicy w domu moich rodziców. I dzięki Bogu, że tam jest i tam pozostanie. Pozbyłem się tej dolegliwości, czyli pisania poezji hermetycznej, kiedy zdałem sobie sprawę, że jeśli chcę pisać wiersze, muszę czytać poezję. Moją pierwszą miłością była poezja amerykańska Antologia poezji amerykańskiej, która została opublikowana w Słowenii w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym szóstym roku, trzydzieści lat temu. Moją drugą miłością były książki polskich poetów: Miłosza, Herberta, Różewicza, Szymborskiej i Zagajewskiego, opublikowane w serbsko-chorwackim tłumaczeniu, najwięcej w tłumaczeniu serbskim w Belgradzie. Dodatkowo byli jeszcze William Carlos Williams i Cesare Pavese, moja tak zwana podstawa – wciąż tak jest: poezja jako wiersz wolny, może poezja narracyjna, ale na pewno poezja nierymowana. Okej. W międzyczasie napisałem także kilka fałszywych sonetów i kilka nie fałszywych sestyn. Poezja musi budować jakiś most pomiędzy światem, w którym żyjemy, a czytelnikiem. Jeśli tego mostu nie ma, poezja nie jest interesująca, a wiersze nie znajdują swojego miejsca w życiu czytelnika. Poezję hermetyczną zwykle trudno zrozumieć – możemy podziwiać język lub zawarte w niej obrazy, może strukturę wiersza. Wiele osób jednak uważa, że poezja taka właśnie musi być. W naszej kulturze czasem tak jest, że sądzi się, że niezrozumiałość jest gwarancją jakości. Ale to nie jest prawda. Wielka poezja jest w większości przypadków bardzo przejrzysta i zrozumiała. Nie oznacza to jednak, że te same wiersze nie mogą mieć różnych interpretacji.

Niespieszna żegluga to pana drugi tom przetłumaczony na język polski. O poprzednim, pod tytułem Przygotowania do nadejścia kwietnia, stanowiącym wybór wierszy z kilku wcześniejszych tomów, również w znakomitym tłumaczeniu Katariny Šalamun-Biedrzyckiej, nie było zbyt głośno. Czy więc zaskoczyła pana Nagroda im. Wisławy Szymborskiej, jedna z najbardziej znaczących i prestiżowych nagród literackich w Polsce?

To była niespodzianka. Szok. Niedowierzanie. Nie wiedziałam, że książka została nominowana do tej nagrody. Nie wiedziałem nawet, że istnieje Nagroda im. Wisławy Szymborskiej. Byłem w drodze do warsztatu, jechałem samochodem, żeby wymienili mi w nim opony i klamkę. Czekając na czerwonym świetle, sprawdzałem pocztę na telefonie komórkowym i wtedy pojawił się właśnie ten e-mail. Na początku myślałem, że to jakiś żart. Spam. A potem czytałem dalej i doszedłem do informacji, że ta nagroda obejmuje również pewną kwotę pieniędzy. Dużą, bardzo dobre pieniądze. To zawsze jest okej, jeśli jesteś pisarzem. W Słowenii nagrody literackie nie zawierają tak dużych liczb. Niektóre z nich nie zawierają liczb w ogóle. A ja oczywiście byłem całkowicie spłukany, tak jest każdej wiosny. W warsztacie, gdy mój mechanik powiedział mi, jakie będą koszty, okazało się, że będą one znacznie wyższe, niż się spodziewałem, ponieważ trzeba było również wymienić tarcze hamulcowe. Razem miało to wynieść nieco ponad sześćset euro. Ale w międzyczasie sprawdziłem, jak słuszna jest nagroda, i powiedziałem do mechanika: Możesz robić, cokolwiek zechcesz. Możesz nawet umieścić spoiler na samochodzie, jeśli chcesz. Gwoli wyjaśnienia warto dodać, że mamy kombi.

Pana wiersz List miłosny do tłumacza  dedykowany F.H. docenia rolę tłumacza w sposób uniwersalny. Rzeczywiście kocha pan tłumaczy czy szczególnie docenia pan właśnie Fabjana Hafnera?

Fabjan był moim przyjacielem. A potem był tłumaczem mojej poezji na język niemiecki. Zmarł kilka miesięcy temu. Był dla mnie najbliższą osobą, którą straciłem. Nie ma dnia, bym o nim nie myślał. Czasami przyłapuję się na tym, że chcę napisać do niego e-mail. Czasami rozmawiam z nim w snach. Powiedziałem sobie, że nie jest martwy. Na tydzień przed tym, zanim zdecydował się przejść na drugą stronę, wymieniliśmy e-maile. Wysłałem mu kilka poprawionych wierszy, a on odesłał mi tłumaczenie na niemiecki. Fabjan była dwujęzyczny, był też dobrym poetą i w niemieckojęzycznym świecie jego tłumaczenia otworzyły drzwi, o których wcześniej nasi pisarze (poeci) mogli tylko marzyć. Był również bardzo mądry i wszystko wiedział. Jesteśmy bardzo małą kulturą i jako taka nie stanowimy obiektu zbytniego zainteresowania dla wielkich kultur. Historia sztuki czy historia literatury jest zorientowana zachodnio-centrycznie. Ciężko jest wejść do tych wielkich kultur, trudno jest zostać zauważonym, i to mimo jakości. Jest to jeszcze trudniejsze, jeśli pochodzi się z naprawdę małego kraju, takiego jak Słowenia. Ale dzięki tłumaczeniom Fabjana, dzięki ich jakości – przełożył tylko najlepszą poezję słoweńską i tylko te wiersze, które sam wybrał – nagle stało się możliwe, że nasza poezja zaczęła być akceptowana w dużych niemieckich wydawnictwach, jak Suhrkamp, Carl Hanser lub Klett-Cotta – ze względu na przekład i na wysoki poziom poezji, którą tłumaczył Fabjan, Tomaž Šalamun zdobył europejską nagrodę poetycką w Münster, a moje wiersze wygrały nagrodę Herman-Lenz. Jeśliby próbować wytłumaczyć to, powiedzmy, używając terminologii piłkarskiej, to można by powiedzieć, że w przeszłości słoweńscy poeci grali w austriackiej pierwszej lub drugiej lidze i to była nasza granica. Jednak z Fabjanem weszliśmy do wielkich klubów, jak Bayern Monachium i Borussia Dortmund. Nie wiem, czy to jest zrozumiałe z polskiego punktu widzenia.

Ale List miłosny… mógłby być również poświęcony Katarinie Šalamun-Biedrzyckiej lub Anie Ristović. Gdyby Katarina nie była tak dobra, wytrwała, a nawet uparta, nie byłoby Nagrody Szymborskej dla mojej pracy i nie byłoby książek z poezją słoweńską (Šalamun, Strniša, Debeljak, Čučnik…) w Polsce. I jeśli lepiej się zastanowić, to jest większym zaszczytem zdobyć uznanie w Polsce niż w Niemczech. Dlaczego? Ponieważ współczesna poezja polska jest znacznie lepsza niż współczesna poezja napisana w języku niemieckim.

Niespieszna żegluga prowadzi przez łagodną rzeczywistość, doświadczenia przechodzą we wspomnienia i sny. Obrazy, które pan maluje, są osadzone w ustalonych kolorach miesięcy, tym razem jest tu schyłek lata i początek jesieni, dużo sierpnia, pachnie pomarańcza, chleb i dym, czuje się ciepło słonecznego dnia, a wieczorem ciężkie smugi ciepłego powietrza. Tworzy pan wypełniony detalem zmysłowy collage, przez który przepływa muzyka. Innego świata nie ma. Nie ma / innego czasu. Skończyły się wojny. Morze idzie za nami i cicho się śmieje. Czy więc nadal nie zna pan słów Gniew, Strach, Nienawiść, Ból, Rozstanie, nie zna pan miejsc za ich dźwiękiem?

Znam wszystkie te miejsca. Znam je dobrze. Ale chciałem uchwycić lub też dotrzeć do miejsc, które wymieniła pani na początku tego pytania. Większość cytatów pochodzi z Jesiennych liści, zostały napisane w czasie, gdy moja żona była w zaawansowanej ciąży i oczekiwaliśmy narodzin naszego pierwszego dziecka. Ale jeśli czyta się uważnie, można zauważyć, że całe to światło i łaska mają pęknięcia, które pojawiają się i otwierają. Otwierają się cały czas. Jakieś mroczne cienie. Coś, co jest z tyłu i jest nam przeznaczone. Za powierzchnią – lub lepiej byłoby powiedzieć – poniżej tej chwały i łaski moja poezja jest bardzo smutna, melancholijna i nostalgiczna. Poezja lub pojedyncze wiersze, jeśli są dobre, łączą w sobie różne warstwy. Różne prądy. I wszystkie płyną w tym samym czasie. Czytelnik nie powinien pozostawać tylko na powierzchni. Czytelnik powinien nurkować i starać się sięgnąć tego, co jest poniżej.

W pana wierszach dużo jest nieba i chmur, obrazów z dzieciństwa, kolorów i zapachów, spokoju, czułości dla dziecka, miłości do kobiety. W powietrzu szemranie mowy, zdziwienie/ światem i całym doskonałym porządkiem rzeczy w nim  i Każdy dzień jest pięknym dniem. A więc poeta nie musi być nieszczęśliwy?

Nieszczęśliwy poeta. Czyż nie jest to najbardziej stereotypowe wyobrażenie poety? Staram się nie być nieszczęśliwy, o ile się da. To znaczy – potrafię pisać smutne wiersze. A smutne wiersze pochodzą od nastrojów o takiej samej genezie. Ale w życiu staram się takich nastrojów unikać, jeśli jest to możliwe. Czasem jest, a czasem nie. Na wyobrażonej skali sztuki tragiczne lub smutne kawałki są bardziej cenne, są na szczycie, ironiczne kawałki – gdzieś pośrodku, a śmieszne i zabawne kawałki na te wcześniej wspomniane patrzą od dołu. Z piwnicy. Czy to nie jest niesprawiedliwe? Bardzo niesprawiedliwe?

W tomie wyraźne obecny jest Czesław Miłosz, pisze pan między innymi: Słowami wytrwale/ maluję wciąż tylko tę dolinę. Z kolei Oskarowi Miłoszowi i E.E. Cummingsowi poświęca pan osobne wiersze. To poeci dla pana ważni?

Niektórzy z nich są ważni. Niektórzy byli ważni w przeszłości. Napisałem kilka wierszy, które są podobne do coverów w muzyce rockowej. Wziąłem na przykład temat z Czesława Miłosza lub Oskara Miłosza, zrobiłem to także w przypadku Gottfrieda Benna, Williama Carlosa Williamsa… i wywróciłem je do góry nogami, zmieniając kontekst kulturowy i dodając moją osobistą historię i punkt widzenia. Prywatną wrażliwość. Zmieniłem Czarodziejską Górę (tytuł pochodzi od Tomasza Manna) w Czarodziejską Dolinę. I ta magiczna dolina, teraz pisana od małych liter, nie ma nic wspólnego z Doliną Issy. Ona jest związana tylko z moim rodzinnym miastem. Z Trbovlje. Z Trbovlje mojej młodości. Z Trbovlje w socjalizmie. Z Trbovlje jakieś pięćdziesiąt lub czterdzieści pięć lat temu. Kiedy wszystko działo się znacznie wolniej i miałem wrażenie, że czas stoi w miejscu. Że się nie rusza. Że wszyscy jesteśmy nieśmiertelni.

Robiąc tak, piszę coś, co może być nazwane nowym oryginałem. Albo po prostu sam siebie okłamuję. Lub pocieszam. Ale zasady w literaturze są bardzo stare i przejrzyste: literatura jest pisana z literatury. A indywidualny głos pojedynczego poety jest nową kombinacją różnych głosów różnych poetów z dodatkiem osobistej wrażliwości. Z posmakiem osobistej wrażliwości.

Nie owijaj się w symbole – to też z pana wiersza. Ale chyba w wierszu Biała gołębica nie opisuje pan prawdziwego doświadczenia, nie zabił pan wtedy tej gołębicy za stosiki gówna na balkonie?

Nie, nie. To jest z bardzo starego wiersza. Został napisany jakieś trzydzieści lat temu, kiedy miałem około dwudziestu lat. W tym czasie chciałem napisać coś, co byłoby przeciwieństwem poezji słoweńskiej. Coś przeciwnego temu pojęciu poezji, które mówi poezja musi być żałośnie poważna. Rzeczywistość w tekstach jest fikcją i powinniśmy ją odczytywać jako fikcję. Ale jednocześnie muszę dodać, że drzewa i domy w moich wierszach są prawdziwymi drzewami i domami. Jednak to nie jest tak ważne. Ważne jest to, co z tego wychodzi. Ale jest inną sprawą, że jeśli piszę o niebieskim kolorze, to jest to tylko niebieski kolor. Nie symbol czegoś.

W IV części Jesiennych liści II, pisze pan o muzyce Juliana „Cannonballa” Adderleya, że nie ma w niej długotrwałego smutku i ciemności, czasem tylko łagodny żal, że jesteśmy śmiertelni. Pana wiersze można odbierać podobnie. Pisze pan: Co minęło? Życie.  I jeszcze: Świat nie ma końca. W pokoju wszystkich godzin, na skrzyżowaniu wszystkich dni świeci wiekuiste światło albo/ samotna świeca. Wszystko jedno. Zadaje pan jednak pytania o przyszłość. Czy więc to właśnie ona pana niepokoi?

Tak, ona mnie niepokoi. Martwi mnie coraz bardziej. Ale odpycham od siebie tę świadomość. Robię to, pisząc. Chciałem dosięgnąć i pochwycić to uczucie, które znałem jako dziecko. Chciałem iść w morzu nieporuszonego czasu. Czasu, który stoi w miejscu. I czasami rozpoznaję to uczucie, a może tę samą intencję, w innej sztuce. Szczególnie w muzyce. Czasami w jazzie, czasem we współczesnej muzyce klasycznej, a czasem w muzyce elektronicznej. I wtedy zapominam. Zapominam na chwilę. Zapominam, że jesteśmy śmiertelni.

Z Urošem Zupanem rozmawiała – i przełożyła wywiad z angielskiego – Beata Klimowicz, 23.09.2016.

.

NIESPIESZNA ŻEGLUGA

Dziś w nocy noc jest spokojnym morzem
a łóżko tratwą trzymającą nas
na powierzchni. Gdy oddychamy, niechcący
dotykamy się i ćwiczymy w powolnym

liczeniu na palcach. Gdy we śnie
obejmujemy się, niechcący zacieramy
granicę między naszą ciepłą skórą
i snami, które chciałyby nas rozdzielić

i rozproszyć w czasie. Jedno dziecko
wierci się pomiędzy nami. Drugie dziecko
pływa i unosi się w twoim brzuchu.
Cisza w każdym z nas jest

równomiernie rozłożona i łóżko
zatrzymane w bezwietrzu. My dwoje jesteśmy
jego żywymi bokami, ochronną
barierą w ciemności i świetle.

 

DUBROVNIK KIEDYŚ W ZESZŁYM WIEKU

Znów wchodzę do niego przez bramę Pile, przez
parabole lata. Święty Vlaho nad moją głową
niemo patrzy na południe.
Nieruchomy, zaklęty w kamieniu.
Powinien mnie strzec, tak jak strzeże miasta.
Ostatnie łodzie wracają z Lokrumu. Przystań
nabrzmiewa głosami. Jaskółki o tej porze
wracają zza murów. Splatają warkocz z pięciolinii
powietrza.

Już piętnaście lat nie wchodziłem do miasta.
Rozpadły się państwa, nadchodzili zdobywcy.
Maszerowały wojska. Zmieniały się warty.
Na oddalonej gwieździe Gundulić niewidzialnym
atramentem pisał nowy epos. Podczas gdy jego
pomnik w rynku liczył krople deszczu i pociski.

Jest siódma – ogłaszają młotki. Stradun
zalany późnym złotem. Strome uliczki puste.
W Gružu buczą statki.
Wyspy Jelenie unoszą się na kruchym wodnym szkle.
Klasztor franciszkanów jest pełen duchów.
Zmarli mnisi zbierają spadłe pomarańcze.
Obrazy starych mistrzów emitują bezgłośną muzykę.
W aptece po długich stuleciach przyrządzono magiczny napój.
Cokolwiek nadejdzie, będzie błogosławione. Noc: błoga,
olbrzymia przestrzeń. Poranek: błoga, olbrzymia
przestrzeń. Nieustanne odpływy i przypływy sił.

Liżesz lody i trzymasz mnie pod rękę.
W tym mieście jesteś wyższa i smuklejsza,
bardziej wysmagana wiatrem i wciąż rozgrzana
od słońca w południe. Włosy masz przyprawione
nocnym powietrzem i burinem*. Bezgłośnie,
nieważko przesuwamy się po błyszczącym bruku.
Innego świata nie ma. Nie ma
innego czasu. Skończyły się wojny.
Morze idzie za nami i cicho się śmieje.

*wiatr w Dalmacji (przyp.tłumacza).

 

OGRÓD, BACH

Tu nie ma śmierci. Kształty jedynie przechodzą
jeden w drugi. Wszystko płynie i unosi się. Gdy zamykam oczy,
widzę szutrową drogę lecącą do nieba. Akacje
hojnie dzielą się swoim cieniem, rozsypują biel
zapachu. Czereśnie odpowiadają im z drugiej strony
ogrodu, z zewnętrznej krawędzi dnia. Ich mowa
wkrótce stanie się czerwona. Fasady szarobrązowych domów
o płonących oknach jak wielouste olbrzymy zjadają
popołudniowe słońce. Żółte koparki obgryzły
wzgórze. Jestem mały. Głaszczę małego kotka, niższego
od trawy w maju. Słyszę głosy ludzi, którzy wchodzą
i wychodzą z domu za mną. Kiedy wchodzą, liże ich
ciemność i chłód, kiedy wracają na zewnątrz,
obsypuje ich słoneczny pył. Krzew bzu oddziela
nasz ogród od szosy, rozdziela nasz ogród i świat. Tylko
pokruszone odgłosy i rozcięte cienie wchodzą do
środka. Wszyscy mówią do mnie po imieniu i
kładą mi dłonie na głowie. Jeszcze nie znam słów –
Gniew, Strach, Nienawiść, Ból, Rozstanie. Nie znam
miejsc za ich dźwiękiem. Niczego nie znam,
tylko ten ogród, nieskończony rzut oczu, które mierzą świat.
Gdy położę się na plecach, widzę chmury. Jeśli ostrożnie
oddycham, chmury zmieniają się. Teraz są: samolotem,
głową psa, koniem, owcą, dłońmi przynoszącymi śnieg.
Teraz płyniemy razem. Siedem mórz i dziewięć
wzgórz do pierwszej rzeki i ostatniej doliny. Ogród
nie ma końca. Świat nie ma końca. W pokoju wszystkich godzin,
na skrzyżowaniu wszystkich dni świeci wiekuiste światło albo
samotna świeca. Wszystko jedno. Wewnątrz granicy złota
obracają się strony przyszłości. Ponieważ jestem mały,
nie potrafię ich przeczytać. Ponieważ jestem mały, spokojnie
czołgam się pod powieką Czasu. Drzwi do świata są otwarte na
oścież, obite, miękkie. W nikogo nie uderzają,
nikogo nie odpychają. Leżę i patrzę i bezgłośnie
oddycham. Ogród lada chwila zamieni się w chmurę. W ten sposób
może najdłużej trwać w archiwum nieba.

.

(Z tomu Niespieszna żegluga, przekład Katarina Šalamun-Biedrzycka, Miłosz Biedrzycki, Instytut Mikołowski, Mikołów 2015).

.

Karol Maliszewski: Zupan. Kilka zdań

Dlaczego poczułem się zaproszony do świata poezji Uroša Zupana? Chyba dlatego, że pierwszym słowem zbioru Niespieszna żegluga było słowo ptaki. A zaraz potem jakieś rośliny otaczające bohatera. Drzewa. Dużo drzew. Intensywnie przeżywana topografia. Konkretność miejsc oswojonych także w moim imieniu. W takiej poezji da się oddychać. Jest iluzja przystawalnego, namacalnego świata. Zapach wegetacji, potem zaraz srebrne brzuchy ryb. Widzę to wyraźnie, jestem w tym – prowadzony za rękę przez Katarinę Šalamun-Biedrzycką i Miłosza Biedrzyckiego. Gdyby nie oni, guzik bym widział. Zresztą w tomiku też można znaleźć podobny motyw – translacji, radości z tłumaczenia wiersza na język obcy. Jestem większy, kiedy jestem z tobą – wyznaje poeta swojemu tłumaczowi w liście miłosnym. I ja, czytelnik, jestem większy, kiedy jestem z takimi tłumaczami.

Ale wracam do miłosnego związku z przyrodą, do naturalnej ekstatyczności. To mnie porusza, to zajmuje. I nikomu tu nie zależy, żeby być eko, czy coś w tym guście, po prostu współoddycha się ze stworzeniem na modłę niemal franciszkańską. Chwilami brzmi to bardzo medytacyjnie, chwilami nie, bardziej porywczo, entuzjastycznie. Oddychamy. Dźwięk dzwonu nad/ śpiącymi dachami staje się coraz bielszy i bardziej nieosiągalny. Czy to już satori? Nieważne. Czuję się zaproszony, współobecny w każdym wierszu. Nawet w tych gawędziarskich, rodzajowych, towarzyskich, powiedzmy (grube uproszczenie), że amerykańskich; skoro te pierwsze nazwaliśmy sobie – za autorem – japońskimi. A więc już nie kwitnące czereśnie, a raczej źle sfastrygowane sny. I taka uwaga podczas przechadzki po uniwersyteckim kampusie: Większość dobrych pisarzy to: albo Żydzi/ albo przynajmniej/ potencjalni/ homoseksualiści.

Najważniejszymi tekstami tomu są, jak sądzę, te najdłuższe, poematowe, gęste i skoncentrowane narracje (Jesienne liście, Jesienne liście II), dotyczące przełomowych chwil w życiu bohatera, narodzin syna i umierania ojca. Tak blisko umieramy,/ że dotykamy się już tylko w myślach. James Schuyler/ i Kenneth Koch nigdy nie dowiedzą się o tym wierszu./ Czesława Miłosza pochowają w krypcie kościoła na Skałce. Chyba już mocno się zestarzałem, bo podobnie jak podmiot tego poematu zaczynam lubić spokojne i ciche i delikatne wiersze, a co za tym idzie również spokojnych i cichych i delikatnych ludzi.

Przemknąłem po tej książce jak zbyt śpieszny przechodzień. Polecam raczej dryf i zawieszanie się pomiędzy tekstami. Tam jest jeszcze dużo olśnień. Każdy może sobie znaleźć motto na następne kilka minut życia. Moje w tej chwili brzmi tak: Smutek jest zwyciężony i szczebiotanie/ dzieci beztrosko tańczy w dal. Dziękuję Ci, Uroš.

Karol Maliszewski

.

Uroš Zupan (ur. w 1963 r. w Trbovlje) – słoweński poeta, tłumacz, absolwent komparatystyki porównawczej na Uniwersytecie w Lubljanie. Eseista, redaktor,indeks  laureat licznych nagród słoweńskich i zagranicznych, w tym: Best First Collection Award, Nagrody Fundacji Prešerena, Nagrody Jenko, Nagrody Zupančič, Nagrody Herman Lenz (Langenburg, Niemcy 1999), Nagrody VI Edycji Międzynarodowego Festiwalu Poezji (Geneva, 2000), Nagrody im Wisławy Szymborskiej (Kraków, 2016). Autor dwunastu książek poetyckich: Sutre (Sutry, 1991), Reka (Rzeka, 1993), Odpiranje Delte (Otwieranie delty, 1995), Nasledstvo (Spuścizna, 1998), Drevo in vrabec (Drzewo i wróbel, 1999), Nafta (Ropa, 2002), Lokomotive (Lokomotywy, 2004), Jesensko listje (Jesienne liście, 2006), Copati za hojo po Kitajski (Pantofle do chodzenia po Chinach, 2008), Oblika raja (Kształt raju, 2011) i Počasna plovba (Niespieszna żegluga, 2014), Avtomobilski bluz (Automobilowy blues, 2016). Napisał 8 książek esejów: Svetloba znotraj pomaranče (Światło wewnątrz pomarańczy, 1996), Pesem ostaja ista. Življenje v glasbi (Pieśń zostaje ta sama. Życie w muzyce, 2000), Pešec (Przechodzień, 2003), Čitanka Panini (Czytanka Panini, 2007), Rilke proti Novim fosilom (Rilke przeciwko Nowym Fosylom, 2009), Visoko poletje na provincialnih bazenih (Pełnia lata na prowincjonalnych basenach, 2011), Opičje žleze, telefoni in nesmrtnost (Małpie gruczoły, telefony i nieśmiertelność, 2013) i Sto romanov in nekaj komadov (Sto powieści i kilka kawałków, 2014). Przetłumaczył tomiki poetyckie Jehudy Amihaja Ura milosti  (1999), Billy’ego Collinsa (2010), Pavle Goranovicia (2006) i (częściowo) Johna Ashbery’ego (2004). Tłumaczony na język niemiecki, polski, chorwacki i słowacki. Publikowany w wielu czasopismach i książkach. Mieszka z rodziną w Lubljanie. Pierwszy wybór wierszy po polsku (Przygotowania do nadejścia kwietnia, Biblioteka Studium 2001, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków) uwzględniał pierwszych pięć tomów, obecny, Niespieszna żegluga, obejmuje przekłady ze wszystkich następnych. Tom otrzymał tegoroczną Nagrodę im. Wisławy Szymborskiej (ex aequo z Drożdżownią Jakuba Kornhausera).