Wojciech Brzoska (fot. Justyna Gorbacz)

fot. Justyna Gorbacz

Urszula Honek: W twojej najnowszej książce bywa gorzko, wcale nieśmiesznie, choć czasami podmiot chciałby powiedzieć: żartuję… Zapisujesz: stać mnie już tylko na smak piachu w ustach/ choć jeszcze przed chwilą miałem wołowinę/ prosto z kebabu. Zatem albo drwisz, rzucasz wyzwanie krytykom, albo – w geście szczerości – diagnozujesz samego siebie.

Wojciech Brzoska: Jestem oczywiście ciekaw, jak krytycy odbierają moje wiersze. Jednak zazwyczaj podchodzę bez szczególnych oczekiwań. To sprawia, że chyba najbardziej cenię teksty, które potrafią otworzyć niespodziewane dla mnie samego odczytania moich wierszy. Raczej nikomu, poza najwyżej samym sobą, nie rzucam wyzwań. Jasne – raz lepiej, raz pewnie gorzej – staram się diagnozować.

Często jesteś obserwatorem rzeczywistości, ludzkich rytuałów, pomniejszych spraw. Patrzysz, ale nie uczestniczysz. Chyba nie bez żalu… Tyle miało się wydarzyć – mówisz. Czym dla ciebie jest żal?

Czasami w wierszach opisuję również sytuacje, w których wcześniej sam bywałem uczestnikiem. Owszem, wiersz to pewien dystans do sytuacji, ale także do samego w niej siebie – może stąd czasem ironia. A żal… To chyba u mnie częściej jakiś rodzaj tęsknoty niż żałowania, że nie. Niż jakaś pretensja.

W wierszu zatytułowanym wosk  mottem jest fragment utworu M.K.E. Baczewskiego pt. Dziesięć dowodów na istnienie miłości. Czemu wybrałeś drugi dowód: śpiew?

Po pierwsze: to dla mnie ważny wiersz, jego autor jest – moim zdaniem – bardzo niedoceniany. A śpiew wybrałem z bardzo prostego powodu – w związku z cerkiewnym, śpiewnym właśnie kontekstem opisywanej w tym wierszu sytuacji. Nie ma w każdym razie żadnego związku z moją muzyczną działalnością.

Dlaczego właśnie ten utwór Baczewskiego jest dla ciebie ważny?

Baczewski w tym wierszu uprawia bardzo nienachalny mistycyzm dnia codziennego, który chyba tylko u niego może chwilami przybierać formę nawet nieco ironiczną, nie tracąc jednocześnie nic z powagi, z jaką mówi się o miłości. Niby trochę w kontekście religijnym, a tak naprawdę przejmująco ludzko-czułym. Ten wiersz przy pierwszej lekturze, wiele lat temu, zrobił na mnie wielkie wrażenie i do tej pory po prostu go lubię. Jak zresztą wiele innych utworów Marka.

Dialogujesz też z Inwokacją Józefa Czechowicza – dedykujesz mu wiersz pince-nez 1925. Mogłoby się wydawać, że to odległa ci liryka.

A tu akurat muszę wspomnieć o moim zespole Brzoska i Gawroński. Otóż kilka lat temu dostaliśmy propozycję nagrania utworu do tekstu Józefa Czechowicza na pewną płytę.  Niestety do tej pory z przyczyn, jak się domyślam – finansowych, nie powstała. Dzięki tej propozycji odświeżyłem za to znajomość z wierszami Czechowicza i efektem tego jest ten właśnie wiersz. A liryka Czechowicza stała mi się bliższa niż kiedykolwiek.

Ważnym wątkiem w całej twojej twórczości są narodziny miłości i jej kres, czyjaś obecność i brak. To jednak poezja emocji. Zgodzisz się?

Zgodzę.

Balansujesz tymczasem pomiędzy bezpośrednim wyznaniem a unikiem, kamuflażem. Sądzisz, że poprzez wiersz można się odsłonić? A może to zbyt duże ryzyko – dla samego siebie.

Cóż, wiersz bywa często chyba takim, jak to trafnie ujęłaś, balansowaniem… Zawsze szczerym, ale czasem niepełnym, w sensie metaforycznym – odsłanianiem się. Innym razem, pozornie tylko, ekshibicjonistycznym aktem. Ryzyko, które podejmuje autor, powinno pozostać chyba tajemnicą. Dla dobra książki i czytelnika.

Skąd tytuł twojej książki, jak go rozumieć? I dlaczego na okładce widnieje sierść psa oraz jego smutne, tęskniące oko?

Nigdy nie powiem czytelnikowi jak ma rozumieć moje wiersze czy też tytuły moich książek. Bo pewne sprawy ja sam traktuję intuicyjnie. Nikomu nie zamierzam narzucać swoich interpretacji. A skąd tytuł… Podpowiedział mi go Roman Honet, wyjąwszy go z frazy jednego z moich wierszy. Psa na okładce podrzucił  grafik wydawnictwa WBPiCAK w Poznaniu, Piotr Zdanowicz. A zarówno o tęsknocie, jak i o obserwujących w moich wierszach oczach rozmawialiśmy już chyba na początku… Wszystko się więc zgadza?

Na to pytanie niech odpowiedzą już czytelnicy. Dziękuję.

Z Wojciechem Brzoską rozmawiała Urszula Honek, 19 marca 2016.

notatka o nastrojach

zapomniałam soczewek
i świat stał się szary
w każdym momencie,
na przyjście i odejście.

nie skupia na sobie,
wywraca na lewą stronę
jak marynarz kurtkę
w czasie sztormu.

co zanotować w notatce
na stronie?

co miesiąc to samo,
błękit i szarość.

czerwone światło przed
drogowskazem.

wosk

Śpiew jest drugim dowodem,
„Archanielski głas”
Bortiańskiego w nowogrodzkiej cerkwi Iwana
Na Opokach

(M.K.E. Baczewski, Dziesięć dowodów na istnienie miłości)

wymiatanie wosku z tacy,
spomiędzy świec, powiekami,
na wieki wieków
cerkiewny śpiew
świec, sprzątaczek w chustach,
ile kapiących chwil
ciszy na tacy ognia,
dnia.

Kijów 2011

jedni i drudzy

mglisty poranek.

dwie kobiety, nie myśląc
o końcu, próbują rozprawić się z początkiem
jesieni.

jedna strzela do liści,
jakby to wszystko było ich
winą.

druga, nachylona
nad fontanną,
robi to delikatniej
za pomocą wędki.

architekt chmur
próbuje zdążyć przed deszczem
smołując na dachu słowa.

bezpański pies
żebrze na więziennych

torach.

(Z tomu W każdym momencie, na przyjście i odejście, WBPiCAK, Poznań 2015).

Wojciech Brzoska (ur. 1978) – poeta, autor tomików poetyckich: Blisko coraz dalej (2000), Niebo nad Sosnowcem (2001), Wiersze podejrzane (2003), Sacro casco (2006), Przez judasza (2008), Drugi koniec wszystkiego (2010), W każdym momencie, na przyjście i odejście (2015). Publikował między innymi w „Lampie”, „Przekroju”, „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Czasie Kultury”,„Odrze”,„Kwartalniku Artystycznym”, „Kresach”, „Studium”, „Ricie Baum”, „Helikopterze”, „Sodobnost” (Słowenia), „Zeichen & Wunder” (Niemcy), „Cordite Poetry Review” (Australia) oraz w licznych antologiach polskich i zagranicznych. Jego wiersze tłumaczone były na angielski, niemiecki, czeski, Brzoska_okladkasłowacki, słoweński, serbski i hiszpański. Współzałożyciel i wokalista zespołu Brzoska i Gawroński, z którym wydał płyty Nunatak (2012) oraz Słońce, lupa i mrówki (2015). Pomysłodawca i współorganizator adresowanego do więźniów Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jeana Geneta. Mieszka i pracuje w Katowicach.

Urszula Honek – ur. 1987. Autorka tomiku poetyckiego Sporysz (WBPiCAK, 2015). Doktorantka kulturoznawstwa. Artykuły, recenzje, szkice publikowała w pismach literackich i filmowych. Pochodzi z Racławic (k. Gorlic). Mieszka pod Krakowem.